Bóg i chóry anielskie

Opracowanie pochodzi z książki Energia Miłości. Praca nad tematem Białego, jego tronów, nieba zajęła nam (całej grupie) kilka lat. Nie była ona prosta ani przyjemna. Publikuję to opracowanie, ponieważ odprowadzałem kilkoro – na prośbę bliskich – zmarłych i za każdym razem temat kierował się w stare struktury Białego i nieba. Obecnie jest dużo łatwiej uwolnić karmę (więzy) z tymi istotami i istotą. Czy każdy ma karmę z Białym? Nie. Ostatnie kilka lat pokazały coś zupełnie nowego. Są dusze, które zupełnie nie wiedzą: kto to, skąd, po co i nie mówię o duszach młodych czy niemowlęcych. Oczywiście zamieściłem odpowiednie korekty, ale opracowanie jest do własnego wglądu i rozeznania. Część istot na pewnym etapie swojego istnienia i przez swoje doświadczenia, po prostu tego opracowania potrzebuje.

Wstęp

Pojęcie Boga, Bóg Ojciec, Stwórca, Absolut jest bardzo mocno wkodowane w nasze komórki, DNA, życie, kulturę. Gdyby temat dotyczył tylko naszej psychiki, osobowości, to wiele załatwiłby ateizm czy buddyzm, dając poczucie wolności od czczenia czegokolwiek. Problemem jest fakt, że osobowość może się czuć wolna od wiary w Boga, bożka, mesjasza, proroka. Może być też tak, że pracowaliśmy wiele lat nad uwalnianiem się od fałszywego Boga i teraz dopiero mamy kontakt z tym prawdziwym i jedynym. Niestety, takie myślenie zawiera wiele błędów, ponieważ jakkolwiek podchodzimy do tematu Boga, tzn.: wiary lub niewiary, drwiny lub uwielbienia, czczenia lub negacji, jest duże prawdopodobieństwo, że nasza własna dusza jest mu poddana. Kiedy mówię o „poddaniu”, mam na myśli całkowitą zależność w zakresie decyzji, wyborów, ścieżki życia, posiadania, odczuwania, związków — wszystkiego.

Po wojnie archanielskiej i podziale gęstości na dwa obozy: białych i czarnych Bóg opiekował się duszami, wymagał jednak bezwzględnego posłuszeństwa. Tych, którzy zostali z nim lub w wyniku wyboru „wolno” – „nie wolno” dołączyli do niego, nagradzał, wysyłał w misję i przede wszystkim chronił przed ciemnymi. Nie wchodząc w ocenę postępowania, czy decyzja „wywołania” wojny była słuszna, problem Boga polega na tym, że ON sam uwierzył w to, że jest PIERWSZYM, czyli tym, od którego wszystko pochodzi.

Kolejne wyzwanie, chyba dużo ważniejsze, polega na manipulacji miłością. Mówimy: „Bóg jest miłością”, „Miłość pochodzi od Boga”, „Bóg za dobro nagradza, a za zło karze”, „Wszyscy pochodzimy od Boga”. Właśnie ten przekłamany element w temacie miłości, energii miłości jest kluczowy w istnieniu wielu istot zależnych. Bóg, tzn. Biały — przynajmniej tak go nazwaliśmy w naszych badaniach — odkształcił w pewien sposób energię miłości, tzn. z energii miłości, neutralnej, takiej, jaką znamy lub pamiętamy ze źródła, stworzył miłość zależną, cierpiącą, na którą trzeba sobie zasłużyć i oczywiście być jej godnym. Powstała ogromna zależność dusz, nie tylko młodszych lub dopiero powołanych do podzielonego już na dwa obozy świata, od najważniejszej części naszego życia i istnienia — od miłości.

Odcięcie dusz od wyższych jaźni oraz samo postawienie przed wyborem „wolno” – „nie wolno” dzieliło, już i tak połamane, pełne bólu serce wśród dusz. Zostawiały one swoich bliskich z rodziny duchowej, rozpadały się przyjaźnie, rodził się ból, cierpienie, poczucie pustki, pozostawienia… A w to miejsce co się pojawiło? Biały oferował swoją miłość i oczywiście automatyczną zależność, dodatkowo opiekę i misję. Po czarnej stronie dusze nie budowały społeczności wzajemnie się wspierającej, jak to było u Białego. Przy nowo zrodzonych książętach piekielnych dusze uczyły się czerpać energię z bólu, złości, nienawiści, cierpienia, czyli stale podtrzymywały element strącenia. Bez względu na wybór dusze ciągnęło do siebie, dlatego chodziły raz po raz do siebie — czy to wyciągając się z piekła, czy zostawiając czarnych za sobą i przyłączając się do armii Boga. Właśnie niższe gęstości subtelne nowo powołanej jaźni osobowej zmieniły wiele. Dusze bez względu na pierwotny wybór lubią się wcielać w ciała, ponieważ one pozwalają im spotykać się ze swoimi bliskimi. Oczywiście trzymając w sobie duchowe zobowiązania, śluby, wzorce, dusze przenosiły do ciał osobowych wszelkie konflikty, walkę, potrzebę nawracania czy wyciągania z piekła.

Chóry anielskie

Biały nie mógł kontrolować starszych, ponieważ mieli rozwiniętą jaźń i ciała subtelne na wszystkich poziomach, korzystali z własnych energii i stale dostawali impulsy ze swoich nadjaźni ze źródła. Mógł natomiast powoływać kolejne istoty, jak każdy ze starszych, do poziomu wyższych jaźni i dusz. Tu warto wspomnieć, że tak jak Biały podpinał młodsze wyższe jaźnie oraz ich dusze do siebie, tak książęta piekielni czynili to z młodszymi na swoim poziomie — tu również w gęstościach wyższych jaźni i samych dusz.

Biały oprócz bardzo ważnego powołania pierwotnych ludzi do gęstości eterycznej powołał mniejsze istoty anielskie, dzieląc je na serafiny i cherubiny. W pismach Pseudo-Dionizego Areopagity (1) tak opisywani są serafini: „Jest to chór, który stoi najbliżej boskości. Charakteryzuje się ciepłem i płonącym ogniem. Mają największą moc, stają się światłem i ciepłem, tworząc miłość. Cherubiny z kolei posiadają pełnię wiedzy, pełnię mądrości i poznania”. Spójrzmy na ich budowę energetyczną (rysunek 14.1).

Piotr:

Gdy patrzę na serafiny, to wyglądają tak, że one w środku są takie małe, bezbronne, niewinne wręcz, ale są otoczone masą dopalaczy, obciążeń, krokodyli, które nie są ich, ale są do nich doczepione. Jako jaźń one są „nieskalane”, nawet nie wiem, czy mają jakieś swoje własne obciążenia, a jeśli tak, to bardzo małe. One dzięki temu mogą jako wysłannicy Boga chodzić po ziemi i wszystko, co robią, jest im „wybaczane”, bo one na dobrą sprawę nie operują swoimi energiami, tylko tymi nakładkami naokoło, dopalaczami.

Rysunek 14.1. Trony Boga i chóry

One mają taki biały rdzeń — na poziomie dusz chyba — ten rdzeń to taka jakby baza serafinów. One tam latają i przynoszą informacje, zdają relacje. Gdy coś zmajstrują, nawet zepsują, to kiedy wracają do tego białego rdzenia i zanoszą tam energie → doświadczenie, wtedy jest im to wymazywane, nie ma winy. Po prostu zanoszą pakiet jako doświadczenie, które na dobrą sprawę nie należy do nich, tylko do tych zewnętrznych obcych nakładek. Te energie są wtedy wkładane do rdzenia, oczyszczane i wszystko w porządku. Oni nie mają poczucia winy ani niczego w tym stylu, bo to, co robią, na dobrą sprawę nie jest ich, nie należy do nich, to nawet nie oni robią. Jaźń w środku to tylko silnik do ruszania tych obciążeń. To mi bardzo przypomina też roboty, wielkie mechy (mechaniczne stwory), którymi operują malutkie istotki w środku.

Rozalia:

Tak. Serafiny i wszystkie inne istoty, które na tych zasadach działają, zbierają informacje i doświadczenie i odsyłają do wspólnego zbioru, który się unifikuje, namaszcza, oczyszcza i w ten sposób uzyskuje się białe energie. Gdyby z serafina, cherubina zdjąć otoczkę (sąd), to zostałby goły rdzeń, maleńka duszyczka, ale gdyby cherubin przeszedł przez to świadomie, tzn. sam zrezygnował i zaczął normalną pracę nad sobą, jaką my też wykonaliśmy, wyciągnął własne energie z baniaka, odłączył się od Białego, scalił, wyczyścił, to byłby normalny. To samo zresztą dotyczy każdego, czy to białej, czy czarnej duszy. Miłość jest uniwersalna w tej kwestii, wolna wola również. Problem polega na tym, żeby cherubin uwierzył, że da radę, a nie że „bez Boga jest niczym”.

W przypadku pierwotnych ludzi, cherubinów i serafinów na boczny tor zeszło rozwijanie ich własnej świadomości. W miejsce samorozwoju pojawiło się przyjmowanie misji, oddawanie własnej woli, czekanie na przydział, odkupienie, łaskę, awans w hierarchii. Nawet nie wiem, czy możemy powiedzieć, że działanie tych istot jest zrzucaniem odpowiedzialności za swoje życie, ponieważ „zrzucamy” jedynie wtedy, kiedy mamy świadomość, że z czymś poradzilibyśmy sobie sami, a tego nie robimy.

Klątwy biblijne

Warto zwrócić uwagę na Biblię. Wiele opisów zawierających cierpienie, ciężką pracę, ból, blokady kobiecości i energii żeńskich nie pochodzi od Białego — przynajmniej nie w prezentowanej w Biblii formie. Przykład: „Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad Tobą” (Rdz 3,16). Innymi słowy: w Biblii jest troszkę o Białym jako Bogu (tworzenie raju), a potem go zastępuje Aryman i JHWE (Metatron) i większa część to ich dotyczy jako boga od wygnania z raju i przeklęcia: „W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie. W pocie czoła będziesz pracował, a ziemia będzie Ci rodzić osty i ciernie” (Rdz 3,17-19). Takie stwierdzenia są konkretną kreacją piekła. Teologowie próbowali znaleźć w przekleństwie błogosławieństwo, jednak nikomu to nie wyszło na dobre.

Andrzej:

Trochę paradoksalnie częścią przekleństwa Arymana jest właśnie „robienie nowego”, np. będziesz płodziła, będziesz pracował — zauważmy, że przed tymi słowami nie było mowy o płodzeniu i o pracy w ogóle. Zwykle się tego nie kwestionuje — praca, prokreacja to coś „normalnego”. Natomiast przekleństwem ma być „ciężka” praca i rodzenie „w bólach”, i w ogóle całe długie wychowanie dzieci (jedne z najcięższych relacji karmicznych). Któż wskazuje na to, że samo „będziesz płodziła, będziesz pracował” są przekleństwami? Będziesz płodziła, będziesz pracował — to są przymusy, przez które istotom na ziemi odciąga się świadomość od życia, w którym nie ma przymusu płodzenia (nowych dzieci) i nie ma przymusu pracy (tworzenie nowej generacji samochodów). Tak wiele osób pracuje, natomiast tak mało ma śmiałość podważać sens pracy (na rzecz aktywności, czasami także twórczej). Tak wiele osób ma pragnienia seksualne, ale mało kto wyobraża sobie, żeby mógł się zdecydować na brak potomstwa. To nadal są aktywności pełne presji.

Na początku Jezus mówił o miłości, ale potem przyszła zmiana wraz z zaburzeniem świadomości i zaczęto mówić: „Nie ma większej miłości, niż kiedy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich”. Postawa wydaje się miła, szlachetna, idealna, taka na miejscu. Jednak to są zmienione postawy, przekonania, a potem odwoływanie się do nich według schematu: jeśli nie ma konfliktu, to go zbuduj. Są to postawy ciemne, typowo piekielne, na których można bardzo dużo „ugrać”.

Kościelne energie wszystkie kierują się do Arymana, a prawie żadna do Białego. Modlitwa Ojcze nasz jest od Białego i proszę poczuć jej energię i sens. Jest ona zupełnie inna od ciężkiego Składu Apostolskiego. Maryja też za każdym razem jest inną istotą, a prawdziwa matka Jezusa od dawna jest odcięta od Kościoła i wiernych. Modlitwy lecą sobie zupełnie nie tam, gdzie je wierni adresują. Życie Jezusa nie prowadziło na krzyż, on pozwolił na swoje ukrzyżowanie, bo wybaczył i użył miłości, przetransformował to, co mu wyrządzili, i to, co wtedy się działo. Życie Jezusa nie jest życiem w imię poświęcenia, pokut, cierpienia, noszenia bólu, biedy, wiszenia na krzyżu; taką drogę wolał Paweł i jego późniejsi uczniowie, święci, teologowie. Podobnie temat przekierowania nauk widzimy w buddyzmie. Przy jasnowidzeniu i już nawet lekkim otwarciu nie ma możliwości, aby Budda nie uczył o samoświadomej duszy, natomiast do dzisiaj buddyści negują istnienie duszy, w dodatku samoświadomej. Na tym właśnie polega walka białych z czarnymi, zmienianie nauk, przekierowanie, manipulowanie informacjami. Są to wojny nie tyle militarne, ile intelektualne, filozoficzne, duchowe.

Podsumowanie

Przepracowanie z własną duszą relacji z Bogiem wymaga nie lada samozaparcia. Nosimy w sobie wyuczone i zaszczepione postawy: „Co pomyśli Bóg?”, „Czego chciałby Bóg?”, „Zrobiłem coś wbrew Bogu”, „Bóg mnie przyjął i ochronił”, „To Bogu wszystko zawdzięczam”. Nie tylko osoby religijne tak myślą, wielu rozwijających się duchowo, ezoteryków jest zależnych od Białego i poddanych mu. Ile to różnych nurtów prezentuje myśl wcale nieodbiegającą od tej znanej nam z religii monoteistycznych: „Oddałem sprawy w ręce Boga”, „Zawierzyłem wszechświatowi”, „Powierzyłem się Absolutowi”, „Jak oddam się Bogu, to on się mną zaopiekuje”, a nawet „Kto się odda Bogu, otrzyma wcześniej czy później to, co chce”. Każda taka modlitwa, myśl, prośba wysłana do Boga, czyli innej wyższej jaźni, ma swoją cenę.

Biały od początku proponował: pracuj dla mnie, wierz we mnie, powierz się mi, rób, co ja powiem. Jaki to wybór, jeśli ktoś doświadczył piekieł? Alternatywa polega na powrocie do siebie, do czasu sprzed podziału. Kim się było, co się robiło, jak się myślało. Dusze traktowały służbę u Białego jako szansę odkupienia, pokuty za swoje wcześniejsze ciemniejsze wcielenia. I tak mimo wielu świętych wcieleń, biednych, oddanych, smutnych, wycofanych, usługujących, wspierających, wypełniających co do joty JEGO wolę zawsze jest za mało. Dla Boga i Systemu Karmicznego nasze fizyczne poświęcenie, odrabianie jest zawsze niewystarczające, np. podczas życia za mało się uniżałeś, natomiast za dużo życia spędziłeś na przyjemnościach; byłeś zbyt bogaty, bo miałeś większy dom niż inni; oddawałeś podarki, ale byłeś karcony przez Boga czy Władców Karmicznych za samą radosną myśl o przyjęciu darów, o tym, że może zasługujesz na szczęście, dobro w życiu. Dusza oddana Bogu, białemu systemowi myślenia, białym strażnikom, katom nosi ciężar, ma ascetyczny sposób zachowania, wypełnia cudzą wolę. O tak, wola Boga i kogokolwiek innego zawsze jest cudza, dopóki nie przyjmiemy samego siebie, czyli nie nauczymy się wybaczać, kochać, przyjmować tego, co się stało, jako nauki, a nie błędu, upadku, strącenia, porażki. Miałeś do wszystkiego prawo — zawsze.

Żeby tylko tyle. Oddanie woli Białemu było równoznaczne z misjami nawracania całych światów, wprowadzania jego ładu i porządku, karcenia i karania nieposłusznych. Ile razy dusza stawała przed wyborem ukarania, zabicia, zniszczenia kogoś naprawdę bliskiego — i to tylko dlatego, że Bóg sobie tego zażyczył? Jak mocno raniło to nasze serce, możemy sobie tylko wyobrazić lub po prostu poszukać w sobie. Ciągłe misje, a bez misji, kiedy dusza próbowała odzyskać wolę, zaczęła na chwilkę myśleć samodzielnie — biali strażnicy, sądy, kasacje, strącenie, kara. I za co to wszystko? Za bunt, własną wolę, rozeznanie? Przecież od nikogo i niczego nie odeszliśmy, zawsze dysponowaliśmy wolną wolą i dostępem do miłości.

W serialu Dynastia Tudorów Katarzyna Aragońska powiedziała: „Jeśli miałabym wybierać między nadzwyczajnym szczęściem a nadzwyczajnym smutkiem, zawsze wybrałabym smutek. Bo kiedy jesteś szczęśliwy, zapominasz… zapominasz o sprawach duchowych, zapominasz o Bogu. Ale w smutku… On zawsze jest przy tobie”. Przy tak zmienionych postawach stoimy jako istoty przed ważną życiową lekcją w nauczeniu się, czym jest miłość, a co jest obciążeniem, wzorcem, białym lub czarnym sposobem myślenia. Obok nas nie ma stać żaden bóg, podobnie jak w nas nie ma być żadnego boga z żadnej religii, systemu, filozofii, ponieważ nie ma czegoś takiego jak bóg. Jesteśmy my jako osobowości, są nasze dusze, mamy wyższe jaźnie i jeszcze wyższe części, które pochodzą z całości i jedności, która stale się indywidualizuje i poznaje. Jesteśmy my i czakry, są różne energie, które nas otaczają. Energie wchodzą i wychodzą, dosłownie przepuszczamy je przez siebie. Tak jak na początku schodziliśmy, poszerzając świadomość, indywidualizując się, tak teraz wzrastamy i podnosimy energie, wspinając się z powrotem do góry. Miłość nie jest zależna od woli Białego ani nikogo innego, ponieważ miłość nie jest wartością oceniającą, nie można nią manipulować, gdyż przestaje być miłością, staje się zwykłą, odkształconą z poziomu ego energią. Wiele z tego, w co wierzymy, co traktujemy jako chwałę, uwielbienie, sprawiedliwość, szlachetne zachowanie, jest tylko kodem, wzorcem, starym ślubem i zobowiązaniem duszy. Ścieżka Boga, pokutnicze wcielenia, spełnianie różnych misji — wszystko to miało być wstępem do zasługiwania sobie lub zasłużenia na miłość. Na całym świecie afirmuje się stwierdzenie: „Jestem godny/godna miłości”. Być godnym to zabieg typowy dla Boga, on uwielbia się udostępniać w wymiarze bycia godnym dostąpienia jego chwały. Miłość to miłość, nie trzeba się martwić o bzdury z godnością, zasługiwaniem, odpokutowywaniem. Kiedy czekamy, aż ktoś zezwoli na miłość, możemy bardzo długo czekać, a gdy w końcu przyjdzie, może to nie być miłość, ponieważ wewnętrznie ciągle sobie na nią nie pozwalamy.

(1) Pseudo-Dionizy Areopagita, Hierarchia niebiańska, [w:] tegoż, Pisma teologiczne, t. II, Znak, Kraków 1999, s. 45 – 114.

Całość, Nikodem Marszałek, Energia Miłości, Rozdział 14: Bóg i chóry anielskie, Helion, Gliwice 2017, s. 143 – 152.