Archonty i istoty Saturna

Opracowanie składa się z trzech części:

  1. O Anunnakich i innych bogach
  2. Archonty i istoty Saturna (obecny)
  3. Twoja wolność od karmy, grzechu i czci wobec innych

Greckie słowo archont oznacza „władcę”, „przywódcę”, niektórzy widzą zbieżność z innym greckim słowem, z „archai”, które oznacza: „początkowy”, „pierwotny”. Kiedy patrzymy na termin archontowie z gnostycznego punktu widzenia, wiemy, że mógł się on odnosić do aniołów i demonów Starego Testamentu. W Biblii słowo archont występuje kilkadziesiąt razy, ale dotyczy to słów „przywódca”, „zwierzchnik”, „władca”. Również w Biblii użyto słowa „starożytni bogowie” i określano ich jako Nefilian (Nephilim), a co w Sumerze znamy pod nazwą Anunnaki. Inne znaczenie wyrażenia „Nefilian” to, „ci, którzy zostali strąceni na Ziemię z Nieba”. Mówimy więc o istotach, które zaniżyły swoje wibracje i regularnie wcielają się w ciała fizyczne.

Gnostycy prawdopodobnie przyjęli wiedzę (historię) sumeryjską, ale dopiero dzięki odkryciu zwojów z Nag Hammadi dysponujemy szerszymi informacjami o archontach. Bentley Layton, profesor religioznawstwa mówi o gnostyckiej historii stworzenia w „Rzeczywistość władców” (Hypostatis of the Archons), cytuję: ,,Archontowie położyli plany i powiedzieli «Chodźmy, stwórzmy człowieka, który będzie Ziemią z Ziemi». Modelowali swoje stworzenie jako jedno z całej Ziemi. Teraz ciała władców mają kobiety. Archontowie zabrali trochę Ziemi z Ziemi i zamodelowali swego człowieka na wzór swojego ciała i po obrazie Boga, który ukazał się im w wodach(…)”. To bardzo podobny model, jaki widzimy w tekstach sumeryjskich. Jedna piąta tekstów z Nag Hammadi dotyczy archontów. Dla gnostyków archon lub archontowie (liczba mnoga) to określenie sług demiurga, twórcy materii, świata fizycznego. Według tekstów archontowie są pasożytami, które potrafią przybierać różne formy, np. jedni wyglądają jak jaszczury, inni jak drako (przypominają smoki), a jeszcze inni jak dziecięcy płód, który kojarzy nam się z przysłowiowymi ufoludkami, czyli „szarakami”. W gnostyckiej mitologii archontowie są niefizyczną, kolektywną inteligencją, która próbuje siłą zmienić wibracje wszechświata, wpłynąć na jego kształt, konfigurację, możliwości i percepcję istot wcielonych. Ich główną cechą jest wzmacnianie postrzegania dualnego, chaosu, wszystko, co ma wartość, jest przeciwstawiane opozycją, składnikiem degradującym, np. miłość nie jest całością, natomiast miłość jako emocja ma przeciwieństwo w formie nienawiści, jest białe i czarne, w miejsce jedności, całości jest podział, rozszczepienie na lewe i prawe, na górę i dół. Archontowie służą jednej i drugiej stronie, białym i czarnym.

Według współczesnych badaczy archontów, takich jak John Lash i Jay Weidner, jaszczury i szaraki są zazdrosne o posiadanie przez człowieka nieskończonej kreatywności, umiejętności tworzenia czegoś z niczego, kontaktu człowieka z naturą oraz posiadania nieśmiertelnej duszy. Wiemy jednak, że nie jest to do końca prawda, ponieważ jaszczury, jak i szaraki posiadają własne dusze (wyższe ja), mimo że nie muszą (i nie są) z nimi połączone. I fakt przebywania tych istot w wyższych – niż fizyczna – gęstościach wcale tego kontaktu im nie ułatwia, ponieważ są to istoty zrytualizowane i poddane silnej hierarchii i wartościom wkodowanym w ich rdzenie. Przypominają raczej bioroboty (szczególnie szaraki) niż wolne, samoświadome i kreatywne jednostki. Archontowie – nie mówię tylko o jaszczurach, drako, szarakach, ale również o ich panach Anunnakich grają na dwie strony medalu. Niestety większość jaszczurów, drako, szaraków jest niewidoczna dla ludzi, ponieważ wibrują w gęstościach: eterycznej, astralnej, mentalnej, ale również i wyższych. Gnostycy wierzyli, że pod nazwą demiurg, archont kryje się wiele nazw, takich jak: Szatan, Lucyfer, Aryman, Jahwe, YHVH, Elohim, Metatron, Ra. Mieli częściowo rację, ponieważ podali imiona kilku różnych istot, takich jak: Lucyfer, Szatan, Jahwe-Metatron-YHVH, Ra. Według gnostyków to właśnie Jahwe, czyli Metatron, Enlil był panem archontów. Obecnie wiemy, że jaszczury są tworami Lucyferycznymi. Wrócimy za chwilę do tego tematu.

Spotkania bliskiego stopnia

Pierwsza moja styczność z jaszczurami nastąpiła wiele lat temu, bo w roku 2009. Pracowałem z chłopakiem, który miał problemy z jelitami, brzuchem, czakramem splotu słonecznego i czakramem sakralnym. Miał wrażenie – tak twierdził z powodu swoich snów i bólu fizycznego – że składowane są tam jajeczka i one je „inkubuje”. Kiedy rozpoczęliśmy sesje, zawołaliśmy istoty, które to zrobiły. Od razu pojawiły się dwie, przypominające jaszczury: były wysokie, silne, miały łuski na ciele, dziwny wężowy język. Podczas wspólnej pracy uwolniliśmy połączenia, uzdrowiliśmy ciała subtelne, jaszczury wzięło co swoje i o całej sprawie zapomniałem. U chłopaka żadne bóle ani koszmarne sny już nie wróciły. Zastanawiałem się długo, dlaczego ciało eteryczne – głównie kobiet – jest tak cenne dla jaszczurów i szaraków. Dopiero po przeczytaniu zapisków o podziale, kastach wśród jaszczurów, wojnie między płciami, zrozumiałem ich potrzebę reprodukcji, ale też płynącej z „manii” potrzebę ulepszania siebie przez różnego rodzaju eksperymenty.

Chyba w 2010 roku, kiedy badaliśmy wpływ Metatrona, dostałem email od czytelnika z pytaniem: „Czy wiem coś więcej na temat archontów i potrafię od nich uwalniać, bo oni trzymają System Karmy”. Pomyślałem sobie od razu, że nic nie słyszałem ani „gości” nie znam, ale dobrze opisałem System Karmy. Jednak gdzieś to wyrażenie „archont” zostało mi w głowie, dlatego zacząłem zadawać pytania: Co to jest, skąd, z czym ma związek, czy to jacyś kosmici w gęstościach subtelnych, a może dusze, jaka to rasa? Chyba tematem zacząłem mocno wibrować, bo pewnej nocy, na poziomie mentalnym, zobaczyłem trzy istoty. Usiadły i przedstawiły się jako archonty. Sam miałem wewnętrzne skojarzenie, że te istoty przypominają raczej mrówki lub właśnie kosmitów, tzw. szaraki. Dlatego w nocy podczas tego spotkania zacząłem badać energię tych istot, ich DNA i od razu powiedziałem: „Dobrze się bawisz, Metatron!”, a on zaraz pojawił się w swojej prawdziwej formie. Na moje pytanie: „Dlaczego to zrobiłeś?”, odparł: „Archonty to bajki dla dzieci, tu nie ma co badać”. Temat zostawiłem nie dlatego, że przekonał mnie do tego jegomość, ale z powodu energii wibracji słowa „archont”, która była mało przyjemna, i natłoku innych zadań.

Na początku 2015 roku poszedłem na sesje metody BARS. Położyłem się wygodnie i terapeutka zaczęła dotykać mojej głowy i recytować słowa, np. przejdź przez wymiar 6, wymiar 7, wymiar 8, wymiar 9, wymiar 10, wymiar 11, wymiar 12, wymiar 13, wymiar 1, wymiar 2, wymiar 3, wymiar 4, wymiar 5 i wszystkie inne wymiary. Bardzo się zrelaksowałem, podobno większość klientów zasypia, i nagle zobaczyłem że leżę na jakimś stole. Oczy fizyczne i astralne miałem zamknięte, ale czułem obok siebie dwie istoty. Z jednej strony słyszałem jak przez mgłę to, co recytowała terapeutka, czułem jej nacisk w określonych miejscach na głowie, z drugiej, moje ciało czuło się coraz lżejsze. Pojawiały się również obrazy z dzieciństwa, okresu dorastania i wszystkie powiązane z tymi momentami emocje – za moją zgodą odchodziły. W pewnym momencie – dalej leżąc na stole w gęstości astralnej – na widok jednego z obrazów otworzyłem serce i usłyszałem od tych istot: „O, człowiek z otwartym sercem”. Dłużej już nie mogłem wytrzymać, dlatego otworzyłem oczy astralne i zobaczyłem coś takiego – chociaż mimo zamkniętych oczu i tak miałem świadomość całego otoczenia:

Od razu powiedziałem: „Cześć panowie”. Najdziwniejszy był fakt braku zaskoczenia z mojej i ich strony. Nie zareagowali w żaden specjalny sposób ani ja nie odczuwałem ataku paniki czy szoku. Usiadłem ciałem astralnym na łóżku w siadzie skrzyżnym i zacząłem tłumaczyć im o miłości, duszach, żeby poszukali siebie w wyższych gęstościach, czyli skupili się na swojej kolejnej jaźni. Temat miłości, duszy i serca niestety był im zupełnie obcy – jakby to stanowiło dla nich abstrakcję. Sesja BARS się kończyła, bo czułem, jak coś mnie ściąga w ciało fizyczne. Po przebudzeniu pamiętałem wszystko, ale podczas mojego „powrotu” do ciała te istoty zszyły mi czakram korony w ciele astralnym i eterycznym – co odczuwałem jako zamkniętą głowę, brak dopływu energii. Zostawiłem temat na kilka dni, bo myślałem że to część „metody”. Jednak im więcej czytałem o twórcach BARS, czyli o channelingu, z jakiego metoda się zrodziła, tym bardziej miałem wrażenie, że to właśnie jaszczury i szaraki podyktowały metodę. Ogólnie świetny sposób do pozyskiwania energii, którą ludzie sami chętnie oddają. Gdyby nie zamykanie czakramu korony, cała metoda raczej wydaje się bezinwazyjna, czyli mielibyśmy do czynienia z takim zdrowym pasożytnictwem – co szczególnie dobrze widać w rasach i ich naturach w serialu Lost Girl (Zagubiona tożsamość).

Innym razem pracowałem ze znanym polskim artystą. Przeżywał wypalenie zawodowe, miał problemy ze wskrzeszeniem prawdziwych uczuć i kreatywności, które zablokowane zostały stanami lękowymi i depresją. Kiedy zaczęliśmy pracować – konsultacje odbywały się na dworze w Warszawie – i pokazywałem mu za pomocą „nici życia” (to taka moja technika, model pracy), w których momentach następowało cofanie i zamykanie „mocy twórczej”, a następnie integrowaliśmy to z ciałem. Po chwili pracy pojawił się obok mnie – tak z trzy metry od prawego boku – wielki jaszczur, miałem wrażenie drakona ze skrzydłami. Jednak mój wzrok był skupiony na kliencie i pracy, jaką wykonywał, a nie gęstości eteryczno – astralnej. Klientowi zadałem kilka pytań i skupiłem się na tej istocie. Usłyszałem od niego: „Jakim prawem wzbudzam uczucia i miłość”, na co odparłem: „A co tobie do tego, strażnik?!”, dalej on: „Ja się nim opiekuję, ze mną ma umowę” i zaczął uderzać energetycznie w moją aurę. W tym momencie wiedziałem, że mamy do uwolnienia jeszcze tego strażnika. Poczułem się w kropce, bo kiedy próbowałem nakreślić sprawę, klient mówił, że faktycznie ma kontakt, ale z aniołem stróżem. Ten model odbioru zostawiłem przez wzgląd na pracę jaką wykonaliśmy wcześniej, bo kolejne napięcie w podświadomości zaburzyłoby proces układania się tematów i energii, z jakimi przyszedł się zmierzyć. Natomiast poinformowałem klienta, by słuchał siebie i tego, co się w nim samym uzdrowiło, oraz by stale podważał „głosy w głowie”.

W 2019 roku zacząłem badać genezę wielu metod, szczególne pracy z duszą, którą nazwałem „odwróconym odciskiem kwantowym”. Wszystko to opisałem już w artykule pt. „Uwalnianie wpływu lucyferycznego – droga do uwolnienia”. Spotkałem osobę, która zainicjowała metodę, i zobaczyłem jej duszę. Na początku może i zaskoczył mnie rodzaj duszy przypominający jaszczurkę, ale bardziej uderzyła emanacja energetyczna, od której biły energie lucyferyczne oraz energie związane z Belialem i antymaterią. Lucyfer i Belial mocno „wojowali” na Orionie, można nawet powiedzieć, że Lucyfer oberwał od Beliala w tamtym okresie. O całej sprawie zapomniałem do czasu przeczytania opracowań o reptilianach, którzy podobno pochodzili właśnie ze światów związanych z antymaterią. Dwa wyrażenia, takie jak: „odwrócony odcisk kwantowy” i „antymateria” są ze sobą powiązane. Było to dla mnie ważne, ponieważ moje własne odkrycia oraz przeczucia zgadzały się z już dostępną wiedzą w temacie jaszczurowatych. Potwierdziło się również to, co od lat pisałem, że dusze przenoszą ze świata w świat, z planety na planetę swoje wibracje i obciążenia, przekonania. W tym przypadku były to techniki typowo „orioniczne”. Niestety podczas dalszych badań okazało się, że wpływ energetyki, metody, technik tej osoby zmieniał wibrację osób współpracujących, mam tu na myśli „odwracanie” ciał nadziemnych, i tak jakby „wkładanie” dolnych ciał w górne. Innymi słowy „dół stawał się górą”, jakkolwiek to brzmi. Również badanie poszczególnych ciał subtelnych tej istoty od poziomu eterycznego po gęstość adi ujawniło energię i struktury, których nie rozumiałem. Całkowity kosmos związany raczej ze sztuczną inteligencją, dziwną zbiorowością i wpływem istoty, której zupełnie nie pamiętam, nie kojarzę, nic o niej nie wiem. Przejdźmy do kolejnego tematu.

Archontyczny Saturn

Mówimy o „matce Ziemi”, ale wszystkie ciała niebieskie mają świadomość, posiadają swoją własną jaźń. Innymi słowy, w poszczególne planety również wcielają się dusze. Archontowie mają swoje własne Słońce – Saturna i to tam badacze tekstów mówią o ich „bazie”. Podobno to właśnie z Saturna kierują się sygnały eteryczne – a wzmocnione przez Księżyc wpływają na nasz umysł, percepcję oraz zmieniają je. Tajne stowarzyszenia, masoni, sataniści, wiele religii oddaje w głównej mierze „część” Saturnowi, traktując je jako Czarne Słońce. Inne astrologiczne cechy, które posiada Saturn, to chłód i brak emocji, narzucanie ograniczeń, wyrzeczeń, dyscypliny. Bankowość, polityka, instytucje państwowe, wymiar sprawiedliwości znajdują się pod astrologicznym panowaniem Saturna. Podobnie logotypy największych korporacji są inspirowane symboliką Saturna, czyli archońską. Badacze gnozy mówią o Saturnie jako siedzibie demona wojny JHWE, który dla nich był archońską maskaradą, która duplikowała rzeczywistość.

Pozwoliłem sobie zbadać wibrację poszczególnych planet, ale tylko z uwzględnieniem wibracji eterycznej. Tak więc, jeśli na tych planetach jest życie na poziomie gęstości astralnej, to go nie wypisałem.

Moje odczucia

Słońce – silne, ale energia Słońca jest wyciągana, jakby promienie/moce nie wychodzą – tak jak kiedyś – na pozostałe planety. Ktoś Słońce „wykastrował”. Również w stronę Słońca jest skierowana nienawiść, zawiść, ale płynie to z poziomu energii arymaniczno – żeńskiej, czyli istot piekielnych w ciałach kobiet (pewnie uruchomione jako karma, wpływ kwantowo – astrologiczny). Istnieje również wibrujący strach przed Słońcem (może to być związane z ociepleniem), ale im mniejszy wpływ Słońca na planetę, tym większy wpływ Saturna.

Merkury – istoty tam żyjące nazwałem „skąpane w Słońcu”, istoty eteryczne, czyste, nie ingerują, nie interesuje je to, co się dzieje dalej.

Wenus – coś negatywnego, płacz, uwiedzenie, czekanie; przypomina raczej czyściec.

Ziemia – dużo życia, ruchu, podziałów, walki, starcie sił, „zniewolenie, ale jednocześnie wolność”, planeta otoczona energiami, brak balansu: albo energie męskie albo żeńskie; wibruje w dwóch przestrzeniach/rzeczywistościach.

Mars – przytrzymanie, coś jest i żyje, ale się ukrywa, nie chce być widziane; dać spokój, nie ingerować.

Jupiter – katalizator, karma, zbiornik, kopie zapasowe, przeznaczenie, nadzorcy; siatki, wyłapywanie dusz.

Saturn – podział na półkulach, góra i dół, dwie grupy, rasy, bardzo wysoki eter, bo nie ma tu zapisu karmy czy odcisku karmy, karma płynie dopiero od Jupitera w kierunku Słońca; dużo życia, tutaj istoty czują się „lepsze”, „wyższe”, mało serca. Coś tutaj jest fałszywego, oszukanego, takie robienie „nadistot”. Inaczej płynie czas, inna świadomość, percepcja.

Uran – zimno, silne połączenie z Saturnem, taki trochę „dom królów”, elektronika, mechanika, podwaliny do tego, co jest bliżej Słońca na innych planetach. Czuć tu wpływ Lucyfera (przynajmniej na tej planecie jest to jawne).

Neptun – energie żeńskie, silna konsolidacja z Uranem. Dużo ciepła, ale również zastoju, zatrzymania; pułapka dla istot. Kiedyś w posiadaniu innych istot.

Pluto – puste naczynie albo opróżnione.

Przedstawiłem swoje własne odczucia dotyczące planet. Gdybym miał „obstawiać”, to według mnie właśnie Jupiter jest odpowiedzialny za zbiory i podtrzymywanie karmy w tym układzie. Natomiast Saturn wydaje się bardziej zaawansowaną planetą, o wyższych wibracjach, w tym rozumieniu, że nie ma karmy, panuje tu swoboda energetyczna, ale czuję w sobie, by „nie dawać się nabrać”. Również strumienie podziwu, czci wobec Saturna w większości tajnych stowarzyszeń ma w sobie oczekiwanie – przez te istoty – nagrody. Masoni oddają część Lucyferowi „ukazującemu światło” i większość symboli w ich lożach ma symbole związane właśnie z Saturnem. Steiner mówi, że istoty lucyferyczne tęsknią za swoją planetą, za Wenus. Może tak było kiedyś (np. zanim doczepiono system karmy, zaczęto zniekształcać), ale moje odczucia różnią się od informacji Steinera, bo to raczej Saturn jest planetą Lucyferyczną, bardzo mocno wzmacnianą wibracją Urana i Neptuna. Z kolei Wenus, Ziemia, Mars i Jupiter to osobna, stara gwardia poddana lub wzmacniająca całe pole matriksa, cierpienia, fałszu i karmy. Są jednak badacze, którzy mówią, że archontowie „czają” się na zewnątrz wewnętrznych planet w pobliżu Saturna w naszym Układzie Słonecznym – i z taką informacją się zgadzam. Miasto Rzym było znane jako Saturnia lub miasto Saturna.

Helena Bławatska, współzałożycielka towarzystwa teozoficznego, napisała w Isis odsłonięta, cytuję: „Musimy pamiętać, że Śiwa i palestyński Baal albo Moloch oraz Saturn są dokładnie tym samym”. Rudolf Steiner pisał, że w hinduizmie Wisznu to Chrystus, a Śiwa to Lucyfer, ale z czasów, kiedy jeszcze byli braćmi. Saturn w hinduizmie znany jest również jako Pan Karmy. Istoty wcielone, które służą archontom wzmacniając matriks, dualność i tworząc fałszywą kulturę podziału, sztuki, wzniecając wojny w nagrodę – jak już wspomniałem – wcielają się na Saturnie, dlatego też się do niego modlą. Z jednej strony, żyją tak, jakby karma ich nie dotyczyła i nie istniałyby żadne granice, z drugiej, przez własne postawy, wibracje zamykają się na światy i postrzeganie tylko lucyferyczne, bo z wyłączeniem serca i zmienioną percepcją umysłu (pewnym zwężeniem, wykastrowaniem). Cytuję Prokopiuka: „(…) Lucyfer chce innego świata i możliwie maksymalnej ilości ludzi jako swoich poddanych, jeśli tak można powiedzieć, używając języka feudalnego. (…) Ale »rzodkieweczki«, jak wiemy, same się do nich garną”.

Wspomnę jeszcze o sześcianach, które widzimy w rożnych muzeach, na polach, przed ważniejszymi budynkami. Sześcian również symbolizuje Saturna, a dla mnie osobiście zawsze przypomina o rasie Borg z serialu Star Trek. rasie lucyferycznej, która asymilowała pozostałe biologiczne gatunki. Borg wcielał w swoją zbiorowość siłą i podłączał do kolektywnego umysłu, implementując nanotechnologie w ciało. Współcześnie mówimy o transhumanizmie, ale już widzimy próby odtworzenia tej technologii i wpływ – są przecież liczne badania w tym temacie – fal elektromagnetycznych na nasze DNA. Zacytuję jeszcze kolegę Jana, który napisał w swojej apokalipsie o Nowym Jeruzalem: „A miasto jest czworokątne, i długość jego taka sama, co szerokość. I zmierzył miasto kijem mierniczym na dwanaście tysięcy stadiów; długość jego i szerokość, i wysokość są równe”.

Gadzi panowie

Jak wspomniałem, jedna piąta tekstów z Nag Hammadi odnosi się do gadzich istot oraz szarych. Można zadać pytanie: „Co oni tutaj robią?”, „Po co są?”, „Jaki jest ich cel?” , „Kiedy przybyli?”. Z perspektywy gnostyków archontowie są pasożytami umysłu, mistrzami urojeń, przekształceń, podłączeń. Nie można powiedzieć, że jaszczury czują się gorsze od ludzi. One przez swoją pychę i dumę oraz arogancję, technologię czują się lepsze. Istnieje jednak zazdrość wobec ducha człowieka, a nie jego duszy – duszą i ciałami subtelnymi to oni sprytnie manipulują. Szaraki odtwarzają tylko to, co zostało w nich zaprogramowane, i wykonują mechanicznie swoje zadania, są jak biotechnologiczne roboty. Natomiast jaszczury i drako tym zarządzają, pilnują określonego przepływu energii, zasad, kodując stale podział dualny, który ma wydawać się człowiekowi jedyną prawdziwą rzeczywistością. Główna różnica między duszami żyjącymi w tym ciele a jaszczurem i szarakiem z gęstości subtelnych leży w woli, kreatywnej wyobraźni i pomysłowości, która wykracza poza mechaniczne, robotyczne ramy tych drugich. Tak jakby te istoty tylko odtwarzały, powielały, duplikowały stale przekształcając naszą rzeczywistość pod ich program odbioru, i podtrzymywały jakiś rodzaj odcięcia, bańki. Według pism archontowie mają związek z siedmioma planetami i uniemożliwiają duszom opuszczenie królestwa materialnego. Carlos Castaneda przez rozmowy z szamanem Indian Yaqui, opisał ukrytą siłę nazywaną „Latawcami”, które kontrolują ludzkie społeczeństwo. Drapieżnik, który przybył z kosmosu i przejął kontrolę nad życiem. Zapanowali nad człowiekiem, zmienili go genetycznie, ponieważ człowiek jest dla nich pożywieniem. Jak widzimy, miał prawdopodobnie na myśli Anunnakich.

Naukowcy mówią, że gadzi mózg jest ważnym ośrodkiem układu nerwowego i wytwarza cechy charakteru, ale także agresywne i rytualistyczne zachowanie, pragnienie hierarchii społecznych; wpływ gadziego mózgu to kompulsywne zachowanie, uzależnienie od przesądów, norm. Carl Sagan powiedział: „Nie przyniesie nam nic dobrego ignorowanie gadziego składnika ludzkiej natury, szczególnie naszego rytualistycznego i hierarchicznego zachowania. Przeciwnie, model ten może nam pomóc zrozumieć, czym tak naprawdę są istoty ludzkie”. Gadzi mózg skupia się na przeżyciu nie tylko fizycznym, ale i finansowym, na statusie, reputacji, związkach, przewadze. Gadzi mózg nie myśli, on reaguje atakiem lub ucieczką, zatrzymaniem, dlatego jest tak szybki. Ludzie głównie reagują, zanim pomyślą, dlatego generujemy tyle energii emocjonalnej. Spokojny umysł, przemyślanie sprawy, ocena sytuacji nie wytwarza żadnych emocji, a więc nie jest pożywką dla istot, które z tych postaw energetycznych czerpią energie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że pierwotne ciało człowieka nie posiadało lub miało zupełnie inny (czytaj: mniejszy) mózg gadzi. Przeczytałem gdzieś slogan: Człowiek, który jest pod władzą archontów i demiurga sześć dni pracuje, a siódmego odprawia rytuały. Rytuały są zawsze związane z jaszczurami i piramidalną hierarchią.

W przeprowadzonej przeze mnie sesji pt. „Nieprawidłowe praktyki i uwolnienie od jaszczura” widzimy wpływ tej istoty na postrzeganie, zachowanie, emocje osoby. W kolejnym uwolnieniu pt. „Astralne lekcje i »anielski« przewodnik” widzimy dużo większy zasięg działania i manipulacji innego jaszczura, który podawał się za przewodnika i imitował energie anielskie, dodatkowo co noc kodował różnymi lekcjami i wartościami ciało klienta. Inna sesja pt. „Uwolnienie od skutków channelingu, fałszywego cyrografu, opętania i dawnych misji” przedstawia zachowanie istoty demonicznej, która swoim działaniem – do czego sama się przyznała – miała degradować i niszczyć strukturę ja, jaźń, czyli odmóżdżyć i sprowadzić do swojego bydlęcego poziomu. Takich uwolnień i prac jest więcej. Z całą pewnością można stwierdzić, że istnieją osoby, które wpadły w pułapkę archontów, czyli rozmawiają z tymi bytami, traktują je jak przewodników, anioły, własną duszę, wyższe ja, istoty oświecone; weszły na ich ścieżkę rozwoju czy przyjęły metody podyktowane przez wcielonego w ciało człowieka jaszczura lub po prostu istotę, która w gęstościach astralnej-mentalnej-przyczynowej istnieje. Z drugiej strony mamy świat biznesu, polityki, władzy, który jest przesiąknięty strukturami masońskimi, szatańskimi, czyli jest potęgowane myślenie hierarchiczno-wtajemniczone, zachowanie ceremonialno-rytualne oraz wzmacniane technikami oświeceniowymi, które łączą z wpływem archontów i Lucyferem. Możemy przypuszczać, że wiele megabiznesów zasilają siły archontyczne, jak również wielu ludzi u władzy – podobnie jak widzimy to u osób ze skutkami nieprawidłowych praktyk duchowych – ma swoich „osobistych” aniołów stróżów (przepraszam: jaszczurów) lub istoty gadzie wcielają się bezpośrednio w ciało ludzkie. Jeśli jednak wiemy, że Lucyfer nie jest żadnym bogiem, jedynie kolejnym z Anunnakich, że jaszczury, drakoni, szarzy są po prostu kosmicznymi gatunkami, pasożytującymi na żyjących w niższych gęstościach istotach, to pojawia się pytanie: „Po co to wszystko??, „Czemu degradować miłość i serce?”, „Skąd potrzeba wybierania i selekcjonowania?”. Bo prowadzenie wojen pomiędzy Anunnakimi, takimi jak: Lucyfer, Biały, Metetatron, Aryman jest częste i odczuwamy tego skutki nie tylko na Ziemi; ścieranie się ich ścieżek filozoficznych i systemów również niosło stale wojny i podziały. Pytanie zostaje zawsze to samo: „Czemu uczestniczyć w tym fałszywym show, w cudzej grze, wojnie, orgii?”. Świat poza tym matriksem, przestrzenią jest dużo piękniejszy, pełniejszy niż może sobie to zakodowane ciało i podzielony mózg wyobrazić. Wiemy już, że dusze są tworzone do takich systemów, planet i dla wyższych jaźni dusza to pionek. Zadaniem człowieka jest „przepracować duszę”, czyli wyjść z tej ułudy, nacisku, fałszywej karmy i grzechu, nieskończonych się wcieleń i fałszywej drogi do zbawienia lub oświecenia.

Zakończenie

Chciałbym, abyśmy odróżnili również pewną kwestię, czyli „Wielkie Smoki” Anunnaki przedstawione w poprzednim opracowaniu od jaszczurów Reptilian. Enlil/JHWE/Metatron mógł być przywódcą „Wielkich Smoków” i części kasty jaszczurów. Tak poza tym żadnego wpływu na rasę Reptilian i innych kast jaszczurowatych nie miał, bo byli oni poddani sztucznej inteligencji (zgodnie z opisami innych), stale pozostając w kontakcie ze swoim twórcą, czyli Lucyferem. W większości opisów widać konflikt na linii: Aryman – Lucyfer – Metatron i wszystkich tych istot, które im służyły. Steiner przeciwstawiał siły Arymaniczne i Lucyferze siłom Chrystusowym, ale to nie pomogło, zło się nie przemieniło, bo było podyktowane zewnętrznymi czynnikami, a nie wewnętrznymi motywami. O tym porozmawiamy w kolejnym opracowaniu.

Człowiek nie tylko sam siebie wyniszcza, ale również zewnętrznie jest degradowany, zmieniany, kodowany, obcinany, przekształcany, kopany. Żyją wśród nas ludzie, którzy są przeciwko życiu i miłości, nie mają pierwiastka człowieczeństwa, a jeśli taki znajdują, niszczą go i zduszają, zabierają całą nadzieję. Czy to tylko kwestia karmy Białego, który przez eony tak usilnie walczył z innymi gatunkami, sam asymilował inkwizycją pod swoją niebiańską zbiorowość, poniżając pozostałe „nieludzkie” rasy fizyczne i duchowe? Czy jednak człowiek ma w sobie coś specjalnego, innego, co odróżnia go od reszty? Pewnie każdy gatunek jest specjalny i cudowny, ma w sobie pierwiastek możliwości i miłości, ale z taką samą pewnością można powiedzieć, że są siły fizyczne i duchowe, które kierują człowiekiem według swojej woli, często jednak upadłej, zimnej, despotycznej. Archontowie i ich panowie Anunnaki (co pokazały przebudowy w 2019) nie chcą uwolnienia dla ludzi, ponieważ ludzkość wytwarza dla nich kwanty energii, którymi oni – odcięci od swoich wyższych części (u Anunnakich jest to oddalenie od Nadjaźni/Źródła), od kreacji wolnej i pełnej miłości są odłączeni. Nauczyli się czerpać energię z dołu, a patrzenie w górę przez ich zrytualizowane i hierarchiczne społeczności jest niedostępne. Co pokazała moja sesja pt. „ Astralne lekcje i »anielski« przewodnik”, kiedy to jaszczurowi zaoferowałem pomoc i uwolnienie, ale odmówił, dosłownie uciekł przerażony. I czy nie jest również tak, że Biały „skazując” rasę ludzką na życie w najniższej gęstości fizycznej (ciężkiej, betonowej, bo pierwotny raj wibrował w gęstości eterycznej), pozwolił poniekąd Lucyferowi na jej „profilowanie”, „opętywanie” swoimi tworami genetycznymi, hybrydami, jaszczurami. W anime Bleach widzimy „Soul Society”, które spełnia role posterunku policji w niższych gęstościach (eterycznej, astralnej, mentalnej). Zadaniem „Soul Society” jest ochrona istot żyjących w gęstości fizycznej przed siłami ciemności, które chciały wpływać (porywać) istoty tam żyjące. A więc da się chronić ewolucje istot. No więc, po co tak silne zmieszanie rasy gadziej z ludzką? Czy ma to doprowadzić do przemiany tych pierwszych czy degradacji tych drugich?

W poprzednim opracowaniu wspomniałem o apostołach Lucyfera, teozofach, którzy na bazie guru – jogi, hinduizmu, czyli kolejnych naukach zainspirowanych również przez Lucyfera, uczyli o kole samsary, cyklu reinkarnacyjnym. Widzimy w tym temacie także symbol Uroboros (Ouroborosa), wyrażający duchową i fizyczną wszechrzecz, która ma nigdy nie zaniknąć i będzie trwać w nieskończoność w formie ciągłej destrukcji i odradzania. Według gnostyków kod symbolu oznacza: „nie przejdziesz kręgu”, który sięga od Ziemi aż do Saturna. Innymi słowy, istota osiąga pewien etap ewolucji, świadomości i nie potrafi zwiększyć swoich wibracji, czyli nie wychodzi poza matriksowe pole. Temat jednak dotyczy głównie dusz zbiorowych, dla których częste wcielenia w wibracjach planet fizycznych wykształca dopiero pierwiastek indywidualny, czyli taki, który odrywa ich ze zbiorowości. Natomiast u dusz starszych mamy inne haczyki i marchewki. Głównie jest to wyuczona wiara w ścieżkę oświecenia, zbawienia (czytaj: żeby się oświecić musisz się znowu wcielić, żeby odpracować grzechy..), która zatrzymuje w fałszywym, iluzyjnym świecie: przyczyny i skutku, czyli dualizmu, wmawiając że jest to odwieczne prawo kosmosu. Kiedy dusza jest wolna od wiary, posiada rozróżnienie, wmawia się jej, że tego domaga się karma, tego chce bóg, przewodnik, anioł (ale jak już wiemy, anioły nie są takie anielskie). Musimy zrozumieć podstawową rzecz: poszukiwanie oświecenia i zbawienia lub szukanie istot oświeconych jest pułapką Archontyczną, która przez zakodowane informacje w naszym ciele prowadzi do odtwarzania historii zdominowanych poprzednich pokoleń, które nieraz długo czekały na to, co powie kapłan, guru, przewodnik, Mesjasz. Obsesyjne szukanie czegoś obcego, pochodzącego z zewnątrz, uleganiu podziwom i wibracjom – odbiera nam moc sprawczą, bo zaczynamy się porównywać, degradować, czekać. W sobie mamy pełnię i z siebie mamy czerpać, inni co najwyżej mogą być dla nas inspiracją. Trzeba myśleć, czuć, podważać, wyciągać wnioski i iść dalej. Jest to trudne przy tak wielu traumach, schizach, zaburzeniach i tym, czego uczy nas Archontyczny system kary i winy, zbawienia i potępienia, karmy i oświecenia, który krzyczy wręcz: podziwiaj tego, szukaj poza sobą, znajdź mistrza, wejdź na drogę taką lub owaką lub rozmawiaj z mistrzami wniebowstąpionymi.

A chodziło zawsze o prawdziwe – bo wychodzące poza matriksa, ten system percepcyjny – odkrycie prawdziwego siebie. W miejsce odkrywania tego, co ten system, inne istoty, poprzednie wcielenia poddane również temu lub podobnemu systemowi – mówiły o tobie. Tego już nie ma, chodzi o pozamatriksową świadomość siebie, a raczej poza dualistyczną świadomość siebie. Całe to „wychodzenie” umysłowe i fizyczne z podziału biało – czarnego przedstawiam w szeregu opracowań w dziale „Poza dualizmem” w zakładce – Inspiracja.

Wypada popatrzeć na pozytywną stronę naszej planety, która jest tak różnorodna, dzika, wielokulturowa. Mimo że jest otoczona Anunnackimi programami, wartościami, schizami tych istot, to widzimy – jak każde państwo to inna wibracja, inne obyczaje, metody, techniki, filozofie, wierzenia oraz zasady etyczne. Ziemia jest unikatem, dlatego tak przyciąga dusze, które tylko w jednym życiu mogą przeżyć i doświadczyć tylu atrakcji turystyczno – surwiwalowych. Niestety, słodki owoc przyciąga muszki i to musimy mieć na uwadze, podobnie jak to, że nie wszystko, co się świeci, i jest jasne – ma w sobie miłość, dobro, wolność. Ale czy największą lekcją nie jest zdobywanie świadomości rozróżniającej i przez to świadomości siebie?

Zapraszam do trzeciej, ostatniej części opracowania.

Wrzesień 2020

Nikodem Marszałek