Yin-Yang. Kobiety i mężczyźni. Archetyp pramatki – odpowiedzi cz.2

V. Rezygnacja z walki płci

Do tej pory – na globalnym poziomie – funkcjonowaliśmy na niskiej częstotliwości archetypu ludzkiego oświadczenia, związanego z równowagą (zatem obserwowany był brak równowagi). W praktyce oznaczało to, że to, co męskie (yang), wiodło zasadniczy prym i podporządkowywało (lub wręcz wypierało) to, co kobiece (yin). To rozwiązanie – jak widać – nie bardzo się sprawdziło: mamy kryzysy społeczne, zniszczone środowisko naturalne, załamywanie się dotychczasowych paradygmatów naukowych, kryzys religii (kościoła), biedę na świecie, pogarszające się zdrowie ludzi, kryzysy finansowe, itp. itd. Nie wymieniam dalej, bo musiałabym napisać jeszcze ze trzy strony na ten temat.

Wcześniej zostało napisane, cytuję: Chcę być tutaj właściwie zrozumiana: moim zamiarem nie jest jakiekolwiek wartościowanie, że „męskie jest złe, a żeńskie dobre”. Brak konsekwencji, bo cały ten akapit jest wartościujący, oceniający. Mimo tego odpowiem. Yin i yang są połączone ze sobą, przeplatają się, nie ma męskiego bez żeńskiego i żeńskiego bez męskiego. To tak, jakby patrzeć na liście i nie widzieć drzewa, a patrząc na drzewo, nie pomyśleć o ziemi, ziarnie, z którego wyrosło, pominąć wodę, wpływ słońca, odżywcze minerały z ziemi, które wspierały jego wzrost. Za każdym razem, gdy zechce się kogoś lub coś – np. instytucje, płeć, państwo – obwinić, gdy zechce się zrzucić całą odpowiedzialność na cudze barki, warto odpowiedzieć sobie na pytania: „Po co to robię?”, „Po co tworzę obóz?”, „Dlaczego podtrzymuję i tworzę rozdzielenie?”, „Czego nienawidzę w tej drugiej stronie?”, „Za co ją obwiniam?”. Możesz – jak samice homara – nie wypuszczać afrodyzjaków, ale będzie to trudne, przecież działa prastary mechanizm w naszym mózgu i nie mówię tylko o biologii, ale również o odciśniętych historiach, symbolach, archetypach, do których się odwołujemy na wielu płaszczyznach. Jeśli jednak zdajemy sobie z czegoś sprawę, mamy szansę – przynajmniej przez systematyczne działanie kolejnych pokoleń – to zmienić. Chodzi o osiągnięcie owego Tao, scalenie jednego pierwiastka z drugim i naukę patrzenia na planetę z perspektywy kosmosu, widzenie jednego i drugiego, a nawet wielu innych, odrębnych elementów w miejsce wartościowania tylko jednego z nich. Dopóki nie jesteśmy w stanie się odczepić od danego nurtu, przekonania, stronnictwa, frakcji, dopóty żyjemy na poziomie ideologii, walk, historii homara – powtarzając ją bezwiednie.

Do tej pory – na globalnym poziomie – funkcjonowaliśmy na niskiej częstotliwości archetypu ludzkiego oświadczenia, związanego z równowagą (zatem obserwowany był brak równowagi).

Gdzie jest to napisane w archetypach u Junga i Campbella? Pewnie zaczerpnięte z innego channelingu. A zatem pytanie brzmi: „Do jakiej części rzeczywistości to się odnosi?”. Czy to zdanie nie jest próbą „wrzucenia myśli”, „pomysłu” i liczeniem na to, że ileś tam dusz, ludzi, chwyci przynętę i uwierzy, a później zacznie to zasilać, podążać za tym? W takim nastawieniu pozostaje huraoptymizm – jakoś to będzie, moje jest na wierzchu, a później, jak nie wyjdzie, to obwini się grupę, społeczność, znajdzie się wroga, oponenta. Takie działania i zachowania również już były, nic nowego.

To rozwiązanie – jak widać – nie bardzo się sprawdziło: mamy kryzysy społeczne, zniszczone środowisko naturalne, załamywanie się dotychczasowych paradygmatów naukowych, kryzys religii (kościoła), biedę na świecie, pogarszające się zdrowie ludzi, kryzysy finansowe, itp. itd. Nie wymieniam dalej, bo musiałabym napisać jeszcze ze trzy strony na ten temat.

Przez 7000 lat (od pierwszej osady) się sprawdzało. Biologicznie liczy się przetrwanie – jak żyjesz, to znaczy, że coś działa. Nie jesteśmy na etapie, że możemy filozofować na temat biologii – to nie jest jeszcze ten etap ludzkości, chociaż zmierzamy do niego. To ostatnie 150 lat marksizmu (rewolty) zachwiało równowagę. Kryzysy społeczne są tylko tam, gdzie panuje zaburzenie wiekowych standardów. Nie widać kryzysów w Chinach, w krajach arabskich. Społeczeństwa są spokojne, no, dopóki nie wkracza się z misją nawracania. Nam się może nie podobać obca kultura, religia, filozofia, sposób traktowania jednostki, ale kto nam daje prawo do oceniania i wywyższania swoich wartości i narzucania ich innym? My jako ludzie żyjący w Europie, w Ameryce Północnej mamy tendencje do bycia konkwistadorami, narzucania swojej wiary, przekonań, moralności i rozbijania tego, co jest u innych. W Star Treku istnieje coś takiego jak Pierwsza Dyrektywa. Ona jest bezwzględna dla każdego oficera floty, szczególnie dla kapitanów. Gdyby Chiny nie miały takiej kultury, jaką mają i nie były hybrydą kapitalistyczno-komunistyczną, czyli zrezygnowałyby ze swojego dziedzictwa i przyjęły bezkrytycznie wszystkie wartości amerykańskie, dawno mielibyśmy wojnę totalną albo kolejną kulturę zasymilowaną. To, co teraz możemy robić, to kulturom, społecznościom wychwalającym śmierć, niewolnictwo, kasty, poniżanie jednej z płci dawać i pokazywać alternatywy, ale nie przez gwałt, podbój, przekraczanie granic, nie przez żerowanie na strachu czy dzięki wzmacnianiu piekłami, mocami serc i podstawami ofiar, bo to prowadzi tylko do zemsty, do odwrócenia klepsydry.

Dlaczego tak długo mieliśmy do czynienia z „zimną wojną?” Jedni i drudzy wierzyli w swój ustrój, byli gotowi oddać za niego życie, ale też wzajemnie próbowali narzucić swoją dominację. W świecie zdeterminowanym przez wzorce biologiczne, hierarchię dominacji zakodowaną od setek milionów lat, nie rąbiemy drzewa przy samej ziemi, nie wyrywamy korzeni, tylko szukamy u podstaw zrozumienia dla zachowania i tendencji. Samo dyskredytowanie męskości lub kobiecości zabija ten pierwiastek w nas samych, w rodzinie, kulturze, społeczności – w ten sposób zabijamy zatem część siebie. Jak przy takich postawach psychicznych – można znaleźć odpowiedniego partnera. Czy będzie on traktowany jako człowiek, czy poniżany ze względu na swoją płeć? Wspomniałem wcześniej o wyzwaniach kobiet, którym nie układają się relacje z mężczyznami. Kiedy mężczyzna ma problem z partnerkami, terapię zawsze zaczyna się od uleczenia relacji z jego matką, a i często – w dalszej pracy – uzdrawia się relacje jego matki z babką oraz rezygnuje z wzorców zachowania jego własnego ojca i dziadków. Jednak nigdy nie odcina się korzeni przodków żeńskich i męskich, ponieważ wtedy nie ma uziemienia, odlatujemy. Podstawową zasadą w terapii Hellingera jest wkluczenie, a retoryka stosowana nie tylko w tym akapicie wyklucza i oczernia, generalizuje. Przecież za każdym razem, jak atakujemy lub dyskryminujemy czy oceniamy, to narażamy się na odwet i zabijamy część siebie. Co więc martwego i znienawidzonego jest w nas samych, że to robimy?

((…) mężczyźni nie są w stanie spojrzeć całościowo), jak i kobiety, które próbują naprawić ten problem w jedyny sposób, jaki znają – wejść do męskiego świata hierarchii i rywalizacji.

O hierarchii już wspomniałem. Mężczyźni są w stanie i to robią, podobnie jak kobiety nie działają w ustalony – w tym wywodzie, ale też w polemice medialnej – sposób. My jesteśmy całością tak długo, jak nie zaczynamy walczyć ze sobą i ze światem. Była już walka państwowa, religijna, rasowa, społeczna, klasowa, teraz jest walka płci i walka dzieci z rodzicami. Co będzie następne i po co znowu dzielić to, co jest jednym? Wszyscy jesteśmy istotami ludzkimi – to jest priorytet w myśleniu globalnym i jednostkowym. Walka i podział są w nas, po co je zasilać zewnętrznie? Czy to nie jest zasilanie własnego DDA, własnych traumatycznych historii wcieleniowych, rodowych, osobistych?

Przede wszystkim jest tu mylone męskie z mężczyznami i żeńskie z kobietami. Hieny są przykładem ssaków, u których wodzem watahy jest samica. Samica jest większa, silniejsza i bardziej agresywna od samców (ogólnie wszystkie samice są większe, ale liderka jest jedna) i reprezentuje ona wszystkie cechy męskie, nie będąc samcem. Polecam książkę Roberta M. Sopolskiego Kłopot z testosteronem i inne eseje z biologii ludzkich tarapatów. Albo coś lżejszego, jak Król lew, w którym ten element został pokazany bardzo dobrze wraz z hierarchią kompetencji.

Odpowiem na ten urywek jeszcze inaczej.

Badania pokazują, że starcie dwóch samic przebiega zupełnie inaczej niż starcie dwóch samców. Samiec walnie dosłownie „w ryj”, stoczy walkę, bitwę, po czym wróci do swoich zajęć, ba, nawet może się później dalej przyjaźnić ze swoim rywalem. Badania nad grupami dziewczyn w szkołach podstawowych i średnich, ale też kobiet rywalizujących w korporacjach o pozycję pokazują inną technikę działania. U kobiet działanie polega na niszczeniu reputacji, wizerunku, na wyśmiewaniu, poniżaniu, obgadywaniu za plecami, wśród znajomych, pracowników, nieznajomych. To działanie ma formę agresji i ma podstawy w rywalizacji. Mężczyźni nie wiedzą, jak się przed tym bronić. Oni nie działają w ten sposób. Gdyby mieli do czynienia z innym mężczyzną, doszłoby do walki fizycznej, ale w przypadku kobiet rozkładają ręce. Mężczyźni również nie wiedzą, jak traktować kobiety, które przynależą do męskiej hierarchii władzy. Nikt tego nie wie, ponieważ cały proces zachodzi dopiero od kilkudziesięciu lat. Widać, jak wielki przełom nastąpił w społeczeństwie, ale siły dopiero się wyrównują, ścierają, szuka się granic, kompromisów. Na razie reakcją jest obcinanie męskości, odwrót mężczyzn lub popadanie w relacje matka – syn. Mechanizmy obronne lub mechanizmy atakujące, terytorialne, jakie stosowali mężczyźni, w przypadku kobiet przynależnych do męskiej hierarchii, struktury, nie mają zastosowania. Natomiast szarganie reputacji, obgadywanie za plecami, umniejszanie nie wpływają zbytnio na mężczyzn, ponieważ nie ma to wydźwięku seksualnego, a więc ich nie uderza. Samca zaboli dopiero wtedy, kiedy jego zaloty godowe zostaną odrzucone.

Zrównoważenie yin – yang zaczyna się od uzyskania równowagi w zakresie tych dwóch archetypowych sił u pojedynczego człowieka. To odzyskanie równowagi pomiędzy lewą i prawą półkulą mózgową. To zrównoważenie tego, co materialne, z tym, co duchowe. To zdemontowanie wzorców lękowych, które odcinają od serca (energii yin) i zasilają (ego-umysł). To praca u podstaw. Każdego z nas.

Wszystko wsadzone do jednego worka obszytego generalizowaniem. Już zostało powiedziane. Serce zawiera wiele składowych wychodzących poza ramy dualizmu, również umysł jest transcendentny. Materialne i duchowe się nie równoważą, bo są od siebie nieodłączne. Duch nie istnieje bez materii, a materia bez ducha jest martwa. Inaczej niż chce nauka i niż pomyślał Kartezjusz. Kamień nie ma przeszłości, przyszłości, teraźniejszości, celu, przyczyny i kierunku, w którym zmierza. Tak samo duch potrzebuje materii, by zamanifestować w niej kierunek i wartość. Jak powiedział J. Dimitri: Spirit without matter is motionless, matter without spirit – expressionless (‘Duch bez materii jest nieruchomy, materia bez ducha – bez wyrazu’, tłum. aut.).

Serca nie odcina lęk – serce przede wszystkim blokowane jest przez smutek i poczucie winy. Strach blokuje czakram podstawy, czyli ruch, decyzje, postawy; z kolei wstyd odcina czakram sakralny; kłamstwo blokuje czakram gardła, a złudzenie – czakram trzeciego oka.

Czytając uważnie moje opracowania i książki, widać wyraźnie, że nie jestem ani lewicowy, ani prawicowy, nie ma tu ani białego, ani czarnego. Moją cechą jest centralizowanie, tworzenie dróg środka, łączenie, ale też rozbieranie tego, co stare. Duchowe i fizyczne, ciało i dusza, karma i podświadomość, motywacja zewnętrzna i wewnętrzna, świadomość i podświadomość, ciało fizyczne i ciała subtelne, miejsce dla białych i miejsce dla czarnych. Oczywiście nie wszystko da się złączyć i połączyć, ale patrzenie na odchylenia wahadła jest interesujące i inspirujące. Publikuję prawie dwie dekady i widzę, jak trudne może się to wydawać, bo wsparcie grup, grup skrajnych, obozów, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, przynosi zysk, natychmiastowy zastrzyk wiedzy, poczucia bezpieczeństwa; ostatnio stało się nawet modne bycie uciśnionym i pokrzywdzonym, bo zaraz skupiamy na sobie wszystkie spojrzenia. Stanięcie twardo pomiędzy – a raczej w sobie – i wyrażenie tego, co trzeba powiedzieć, wzięcie odpowiedzialności za swoje emocje, decyzje jest trudne i ludzie uciekają od tego, chowają się za anonimowością, autorytetami lub nie robią niczego, poddają się silniejszym jednostkom.

VI. Piętno Matki Natury i Tyrana

Siła miłości zawarta w rodzinie nie ma sobie równych. Miłość dziecka do rodziców i na odwrót jest potencjałem siły, jakiej nigdzie indziej nie ma we wszechświecie. To właśnie wejście do gry energii związanej z archetypem Wielkiej Matki pozwoli ludziom dostrzec, że to właśnie rodzina jest tym tworem, który czyni ludzi równymi (równymi w sensie: doskonałymi w swojej unikatowości). Zatem na tej jakości można dalej budować zrównoważone grupy, społeczeństwa i całą ludzkość.

Gdybyś wiedziała, w jaki sposób został stworzony i umocniony archetyp Wielkiej Matki w gęstościach subtelnych, jaka istota się za tym kryje i jak wielkie piekła zostały do tego celu wykorzystane – zmieniłabyś szybko zdanie. Na takich fundamentach nigdy nic zdrowego nie urosło – zresztą, to już było. Nie zasilaj tego. Ty masz odkryć siebie poprzez siebie i poprzez interakcje z innymi. A nie być mróweczką, pszczółką zasilającą królową.

Kobiety wybierają mężczyzn, a robią to w oparciu o mechanizmy biologiczne, czyli w oparciu o hierarchię dominacyjną i przez wartości, które same przyjmują. W większości związków damsko-męskich, gdzie dominuje kobieta, jest rozpacz lub kobiety odchodzą (chaos szuka porządku). Wcześniej napisałem – i mogło zostać to pominięte – o tym, by samica homara przestała puszczać afrodyzjaki. Ona tego nie zrobi, ale człowiek już ma większy wpływ na siebie i własne zachowanie. Dlatego mówi się, że inteligencja to umiejętność naprawiania, ale dopiero mądrość pozwala widzieć, co jest do naprawienia. Natura jest ogólnie i metaforycznie włączona do kobiecości, przede wszystkim dlatego, że wszystkie kobiety dokonują selekcji seksualnej, więc dosłownie są naturą z perspektywy darwinowskiej. Po drugie, natura jest twórczą siłą biologiczną. Jak to wpływa na mężczyzn? Mężczyźni na niższych szczeblach hierarchii stają się bardziej agresywni, ale dzieje się tak przez mechanizm selekcji kobiet. Mężczyźni rywalizują o status w hierarchii, bo to czyni ich atrakcyjniejszymi partnerami dla kobiet. To takie zamknięte koło, po którym wszyscy się kręcimy. Proszę sobie to wydrukować i czytać. Akapit po akapicie.

Niestety takimi epitetami, wyrażeniami – jak w zacytowanym akapicie – wpuszczamy więcej tego samego i powtarzamy błędy już widoczne. Nie można marginalizować jednej grupy, by wywyższyć drugą albo próbować obcinać zachowania, energie, moce czy przysłowiowe jaja – miejsca jest dla wszystkich.

Niestety, ale rodzina jest ostatnim miejscem, w którym ludzie są równi. W biologii organizmów żywych (nie wszystkich oczywiście) i na przełomie epok widzimy: dziecko jest podporządkowane rodzicom, kobieta – mężczyźnie, mężczyzna – hierarchii, do której przynależy. Jeśli mężczyzna utraci pozycję (porządek upadnie), kobiet odejdzie (nastanie chaos). W tradycyjnej rodzinie to mężczyzna patrzy na zewnątrz (buduje materialnie), a kobieta tworzy biologicznie i emocjonalnie więzi. Struktura zewnętrzna i wewnętrzna, ale oparta na tych samych fundamentach, to nadal jest wspólny taniec fizyczny, społeczny, psychiczny, emocjonalny. Mówienie, że „wszyscy są równi”, to kłamstwo, przede wszystkim dlatego, że nadrzędną zasadą nie jest równość, a potrzeba swojego miejsca – chcemy przestrzeni, spełnienia, chcemy realizować swoje cele i być rozumianymi. Natomiast każda „równowaga” musi być wymierzona jakimiś wartościami. Jakimi i kto je ustala? Paru już było i zawsze źle się to kończyło.

Napisałem wcześniej, cytuję: „Dziecko jest podporządkowane rodzicom, kobieta – mężczyźnie, mężczyzna – hierarchii, do której przynależy”. Obecnie społeczna narracja jest zmieniona i wielu tego nie rozumie, bo kiedy słyszy, że coś jest czemuś poddane, zaczyna walkę, zgniatanie, niszczenie, gwałcenie. Musimy zrozumieć, że w tym porządku nikt nie jest do końca wolny, nie ma tu nikogo wyżej ani nikogo niżej. Proszę się nad tym akapitem głęboko zastanowić. Istnieje także zasób: „Mężczyzna wspiera kobietę w hierarchii, bo kobiety również rywalizują”. Osobiście dodaję w nauczaniu element, który jest widoczny w relacjach partnerskich: „Kobieta współpracuje z mężczyzną, mężczyzna współpracuje z kobietą, realizując wcześniej ustalone wspólne i osobiste cele. Ich pozycje i działania są zmienne, ale nie przeczą biologicznym uwarunkowaniom”. Tutaj muszą być spełnione warunki: kobieta i mężczyzna – ogólnie para – są dorośli, świadomi, pełni, nie szukają w partnerze ojca lub matki, każde zna siebie, zaznacza własne granice, nie wchodzi w związek symbiotyczny. Nie jest to proste, jeśli tak wielki odsetek ludzi nosi w sobie nieprzepracowane DDA, nie miało miłości matki lub ojciec był katem, alkoholikiem.

Głównym przeciwnikiem relacji partnerskich, ale też społecznych, są nie tylko nasze nieprzepracowane wzorce, ale i sam mechanizm selekcji i wyboru. Kobiety patrzą w hierarchii na równych sobie lub tych znajdujących się wyżej od siebie. Mężczyźni patrzą poniżej. Jakie są skutki tego zachowania? Na przykład: naturalne wydaje się to, że kobieta wspiera mężczyznę w hierarchii dominacji, w jakiej ten uczestniczy, bo działanie to zawiera myślenie o wspólnym gnieździe, potomstwie, przeżyciu i własnym statusie. Wielu mężczyzn, których partnerka zarabia więcej czy ma wyższy status społeczny, nie potrafi tego przełknąć. Próbują temu zaradzić poprzez znane sobie zachowania: rywalizację, podcinanie skrzydeł partnerce, poniżanie czy wmawianie, że nie musi się samorealizować. Działanie to nie wynika jedynie z niskiego wizerunku własnego, poczucia bycia niepotrzebnym, ale ma przyczynę w pierwotnym mechanizmie, który ciągle ustala własną pozycję w hierarchii ustalanej na podstawie tego, jak traktują nas inni, ile posiadamy pieniędzy, na jakim poziomie intelektualnym się znajdujemy, co takiego dotychczas osiągnęliśmy. Mężczyzna potrafi wspierać kobietę w hierarchii, w której ona uczestniczy, ale musi sobie uzmysłowić znaczenie tych mechanizmów biologiczno-hierarchicznych; bez tego ciągle coś będzie wpływać na jego wizerunek i samopoczucie. Dopiero po wielu sesjach – mówię tu o mężczyznach – widzę, jak zmienia się w nich perspektywa, własna wartość, wewnętrzny trzon i wymiar w rozumieniu bycia potrzebnym. Dzieje się tak, bo ten nowy mechanizm dopiero się kształtuje, rodzi w tak ekstremalnie trudnych warunkach. To jest niesamowite, nowe, inne. Co się urodzi – zobaczymy; należy obserwować. Natomiast ten channeling odnosi się do tak samolubnej struktury duchowej; to jest dopiero głupota, która z góry zakłada i narzuca stare.

Słabe strony wszelkich aktualnych systemów i kultur społecznych nie będą więc już mogły być dalej „wygładzane i poprawiane”, ale będą całkowicie wycofane po to, by zastąpić je kompletnie odmiennymi rozwiązaniami (bazującymi na nowym paradygmacie świadomości kolektywnej, nie jednostkowej). Innymi słowy: nowy świat powstanie na prochach starego i będzie właśnie zbudowany na bazie podwyższonej częstotliwości tego archetypu: równości pomiędzy yin oraz yang.

Archetypy i zasada yin – yang w tych opisach (channelingu) zostały tak uproszczone, spłycone, przeinaczone, dopasowane do jakiejś dziwnej wizji, że zaczynam odczuwać zmęczenie. Ten channeling (bez względu na to, od jakiej istoty pochodzi) nie ma zachowanych głównych zasad Tao, dorosłości, świadomości, połączenia, rozwoju czy choćby cienia równowagi. Jest tu energia walki, ocen, poniżania, dyskredytowania, upraszczania, generalizowania oraz próby zastąpienia jednej tyranii drugą. Jest to etap – jak wspomniałem wcześniej – na osobistej drodze rozwoju, ale nie warto go zasilać dłużej i podłączać się pod takie grono dusz, ludzi czy istot.

Wracając do akapitu. Coś podobnego mówił Lenin albo Trocki – mniej więcej brzmiało to: Na zgliszczach starego zbudujemy nowe; również A. Huxley w Nowym wspaniałym świecie. Wilhelm Reich napisał o tym w eseju o upadku kultury indywidualistycznej i powrocie do społeczności kolektywnych. A takie społeczności istnieją przecież, są to Chiny, Arabia, Afryka i Ameryka Łacińska. Paradygmat świadomości kolektywnej nie jest nowy, tylko stary jak świat. Feliks Koneczny pisał o tym w swoich pracach (wspominam o nim w swojej książce Dbaj o siebie). Co ważniejsze, we wszystkich tych kulturach, które miały filar kolektywny, masowy, zbiorowy, kobieta nie miała prawa głosu i nie była uważana za pełnoprawnego człowieka (Arabia, Azjaci). Z innych kultur kolektywnych warto wspomnieć Niemcy lat trzydziestych. Trzecia Rzesza to typowy przykład kultury kolektywnej.

Zresztą, jak słyszę „kolektywne myślenie”, to zawsze uruchamia mi się lampka z napisem „Lucyfer”, „Borg” (z serialu„Star Trek”). Borg krzyczeli: Zostaniesz zasymilowany. Opór jest daremny. Struktura organizacyjna Borg przypomina rój pszczół. Na samym szczycie znajduje się Królowa (królowych w całych transwarpowych niciach było z reguły kilka), której ślepo posłuszne są wszystkie drony. Inny przykład to Królowa Kopca z sagi o Enderze. Powiedzmy, że mam uczulenie na tego typu zachowania. O przejściu z budowania kolektywnych, białych społeczności, ale też o opartych na indywidualistycznym rozwoju czarnych społecznościach wspomnę w innym opracowaniu. Proszę mi również o tym przypominać, bo to są ważne informacje i wiedza.

Nie warto nabierać się na obiecanki o nierówności i nagłej równości. Vilfredo Pareto, który badał zagadnienie nierównej dystrybucji bogactw, jest znany z modelu statystycznego, który mówił np., że 20 procent klientów przynosi 80 procent zysków, 20 procent pracowników generuje 80 procent produktów. Jezus mówił: Kto bowiem ma, temu będzie dodane i będzie miał w obfitości, ale kto nie ma, zostanie mu zabrane nawet to, co ma (Mt 13,12). Zasada ma zastosowanie w prawie każdej dziedzinie, gdzie mały procent ludzi o różnych specjalizacjach, umiejętnościach, kompetencjach, talentach zgarnia większą część rynku.

Zakończenie

Sam channeling skomentowała internautka, cytuję: Świadomość kolektywna, świadomość zbiorowa – świadomość roju… a każdy ul ma swoją królową. A kto będzie królową? Wielką Matką?. Po przeczytaniu tego komentarza pomyślałem sobie: „Ludzie rozumieją, widzą, nazywają. To co, do jasnej ciasnej, myślała sobie ta istota (głównie dusza Yavanny oraz Lucyfera, który wzmacniał te struktury), budując kolejne nieba, strukturę w oparciu o własny narcyzm, kult jednostki? Zrozumiałem, że mechanizmy psychiczne oddziałują tak samo silnie na duszę (a nawet silniej), jak na nas, ludzi. Niestety „tam wyżej” wzorce są sporo cięższe, grubsze i bardziej zawiłe. Struktura duchowa, którą opisuje ten channeling, ma formę sekty duchowej, kulcie i nie ma nic wspólnego z nowym paradygmatem czy wolnością i wyborem.

Wrócę do tego opracowania.

Widać wyraźnie, że połączenie żeńskiego i męskiego, ale również tego, co przynależy typowo do mężczyzn i typowo do kobiet, niesie nowe wyzwania dla wszystkich istot. To my sami w sobie musimy wyciągnąć stare wzorce, mechanizmy działania, którym mimowolnie, podświadomie ulegamy, bo kryje się za tym podstawowy składnik – biologia organizmów żywych; powiedzielibyśmy nawet, kryje się tu działanie naszej prastarej części mózgu. Są części ważne dla kobiet i dla mężczyzn do wyciągnięcia, zastanowienia, zrezygnowania, ale nikt jeszcze tak dokładnej mapy nie stworzył, takie opracowania dopiero powstają na całym świecie. Zgodzę się z jednym, co napisała autorka tego channelingu – należy pracować nad sobą i ze sobą, ale z obiema częściami w sobie – mężczyzny i kobiety – oraz z mamą i tatą, z babcią i dziadkiem, z prababcią i pradziadkiem, bo dziedziczymy silnie przynajmniej do trzech pokoleń wstecz i to ich historie powtarzamy w sobie. Co, jak babcia wywyższyła kobiety w rodzie i przeklęła mężczyzn; w rodzie dominowały samice alfa i mężczyźni byli w roli podporządkowanej lub dziadek albo pradziadek niszczył własne dzieci i żonę? Trudno, nosząc takie historie w sobie, patrzeć w sposób zdrowy, czysty na mężczyzn i kobiety, na relacje, związki. Jesteśmy wszyscy na etapie uczenia się od nowa, ale tak naprawdę jest to etap wyrównania, zjednania, braku dominacji i zaborczych samców w typie Arymana, ale też zawłaszczających, kontrolujących i wojujących samic w typie Yavanny/Ateny.

Zmiana nie potrzebuje tworzenia kultu bogini, nowego boga, królowej; zmiana wymaga zrozumienia siebie poprzez pracę nad sobą, uczenie się siebie zamiast przyjmowania w sposób bezwiedny, bezwolny i bezmyślny cudzych wzorców zachowania, myślenia i zamiast takiego łykania bazy archetypowej, jeszcze zmodyfikowanej pod dyktando wyobrażeń takiej czy innej narcystycznej istoty. Kiedy mówię „praca nad sobą”, mam na myśli nie tylko samodzielną pracę, samoanalizę, ale też pomoc różnych specjalistów, bo zbyt często osoby rozwijające się umacniają w sobie strukturę Ja i wizerunku samoidealnego, tworząc mury, w miejsce przekształcenia czy kompletnego zburzenia fałszywej struktury Ja.

Pamiętam szczególnie dwie konsultacje. Opowiem o nich pokrótce, bo pasują do tematu.

Przychodzi do mnie mężczyzna: dobrze zbudowany, świetnie wyglądający, sporo zarabiający. Jestem ciekawy, czym będziemy się zajmować. Słyszę: „Czuję się niewystarczającym mężczyzną”. Mówię: „Zarabiasz potrójną krajową, masz dobry gust, dobrze wyglądasz, jesteś zadbany. W czym tak naprawdę czujesz się niewystarczający?”. I zaczęliśmy od poznania jego definicji „prawdziwego mężczyzny”, a następnie zmieniliśmy jego wyobrażenie o tym, co oznacza bycie mężczyzną. Bo przecież nie ma czegoś takiego jak „norma mężczyzny”, „prawdziwy mężczyzna” – to są tylko zbiory, myślokształty umocnione społecznie. Kolejny krok to zamiana jego słabych stron w mocne. Była to najprzyjemniejsza część pracy. Przekonanie mogło brzmieć, np.: „Kobiety lubią silnych mężczyzn”; my te zaskorupione osądy zamieniliśmy w bardziej plastyczne, np.: „Czy zgodzisz się, że kobiety lubią silnych i wrażliwych mężczyzn?”. Każdy etap był omawiany, tłumaczony i za każdym razem było widać błysk w jego oku, jego postawa się prostowała, bo to, co on sam uważał za swoje słabe cechy lub braki w postawie, nagle zamieniało się w jego największe atuty. Czasem nawet udawało się odkleić całkowicie przekonanie myślowe bez zmieniania go na nowe – to było dopiero interesujące. Wszystko oczywiście oparte było o prawdę zgodną z charakterem klienta, jego możliwościami, talentami, sposobem bycia. Niestety, takie i wiele innych przekonań przez podświadomość zbiorową, owe archetypy, społeczne oczekiwania odciska się na nas, na naszym ja, na tym, jacy mamy być i jak się zachowywać. A wiele z tego i nie jest prawdą, i nijak ma się do obecnej rzeczywistości.

Innym razem przychodzi do mnie kobieta. Mówi: „Nie mogę znaleźć partnera na dłużej. Mężczyźni mówią mi po pewnym czasie, że nie jestem szczera, chociaż nigdy ich nie okłamałam”. Była to skomplikowana sytuacja. Patrzę na jej strukturę energii i mówię prosto z mostu: „Czy nie masz wrażenia posiadania dwóch masek, dwóch siebie, dwóch przeciwstawnych zachowań?”. Język ciała pokazał, że trafiłem, ale ona zaprzeczyła. Mówię dalej: „Po jednej stronie jest gustownie ubrana księżniczka, wymagająca, zaborcza, kontrolująca, ale używająca magii, wabiąca, tkająca sieci wokół mężczyzn. Dużo obiecuje, nic nie daje w zamian. Druga część jest skromna, uciekająca, wydaje się niewinna, dziecinna, zbita, ale jest dziewczęca, niestety nie wierzy w siebie”. Klientka od razu usiadła (podczas pracy często stoimy) i mówi: „Czeka mnie dłuższa terapia?”. Odpowiedziałem: „Możemy to scalić, ale naruszy to strukturę Ja i utracisz wszystkie atrybuty, z których korzysta wizerunek własny. Będzie trzeba się nauczyć odpowiadać i traktować siebie na nowo”. Zaraz trafnie dodała: „Mam tak silnie wpływające na mnie, wewnętrzne dzieci?”. Znowu odparłem: „To są nie tylko wewnętrzne dzieci; ja tu widzę: babcię z jednej strony, mamę i ciebie z drugiej oraz – po stronie babci – twoje ostatnie wcielenie; wszystko to się nakłada. Ta księżniczka w tobie jest bardzo silna, ale przez karmę została wybita z ciebie, czyli dusza już wiedziała, że pewne wzorce zachowania są do zmiany. Jak są takie „wybicia”, to znaczy, że ojciec, rodzeństwo, jak i samo życie kształtowały drugą część w tobie. Karma wygaśnie, jak księżniczka zostanie scalona. Na całe szczęście ty żadnej części nie wyparłaś i masz do tych zasobów dostęp”.

Kilka godzin pracy, rozmowy z jedną i drugą częścią, pisania listów, wycofywania wpływu babci, ale przyjmując jej rodowód szlachecki; do tego rozmowa ze zbitym dzieckiem, które zazdrosne było o lepiej traktowanych brata i siostry. Dopiero kiedy wewnętrzne dzieci zostały wysłuchane, zrobiło się miejsce w sercu klientki; zbliżyliśmy energię wewnętrznych dzieci (potencjałów) do siebie. Gdy nastąpiło połączenie tych dwóch części, kolejnym etapem było przytulenie tej nowej. Klientka płakała po wszystkim dobre kilkadziesiąt minut. Dodałem: „Teraz te dwie części będą się mościć w tobie. Jedna może próbować jeszcze górować, ale ty jesteś środkiem, pamiętaj o kartce, bo na niej masz całą linię, centrum oraz przeciwstawne zachowania”. Nagle zniknęły głosy, jakie słyszała w głowie i na które się skarżyła. Poprosiłem jeszcze klientkę o dodatkową godzinę, żeby zrobić porządkowanie energii rodu i zdjąć resztę karmy i ról przeciwstawnych: ona – matka, ona – brat, ona – siostra. Dopiero po ustawieniu energia się domknęła, zmienił się jej chód, zachowanie, pojaśniała na twarzy, odczuła ulgę i znowu się rozpłakała.

Opowiadam o tych dwóch przykładach, ponieważ w nas jest wzór kobiety i wzór mężczyzny – wartościowy mężczyzna i wartościowa kobieta. Nie potrzebujemy archetypów, ponieważ na początku nie było chaosu – na początku była miłość i możliwość, a to, co sobie tam potworzyliśmy w swoich głowach, tworach duchowych, energetycznych czy fizycznych, to właśnie często nasza karma, do której lecimy jak muchy i którą powtarzamy ze świata na świat. Chłopak miał w sobie wszystko, co potrzebne. Dziewczyna również miała w sobie wszystko, co ważne dla niej samej. Żaden archetyp praojca, pramatki nie wyśrodkuje naszej osi psychicznej, serca, ponieważ nasza wibracja, struktura, historia, rasa duchowa, przeszłość są inne, mają inną wibrację, pole, strukturę i w sobie musimy odkryć siebie – to, kim jesteśmy, jacy jesteśmy – bez świadomego i podświadomego odwoływania się do autorytetów, archetypów, bogów, bogiń, archaniołów lub tych, których podziwiamy lub których się boimy. Inaczej zawiedziemy siebie, zniszczymy siebie w miejsce bycia najlepszym sobą. Po co mamy być kopią? Czy aż tak nienawidzimy siebie?

Nie warto podtrzymywać strachu w rezygnacji z jakiejś części siebie, strachu przed jej podważeniem czy przekształceniem. Warto mieć postawę: „zmieniam, konfrontuję swoje największe lęki, ukryte pod samoidealnym wizerunkiem, który podpowiada mi, że wszystko jest w porządku, cacy, bo wiem, że pojawi się nowe, nowa możliwość, otworzy się perspektywa i poczucie siebie”. I takiej postawy życzę wszystkim. Tym, którzy prowadzą jeszcze walkę, tym, którzy odłożyli miecz na półkę oraz tym, co własny miecz zutylizowali.

Nikodem Marszałek

grudzień 2019

Channeling (uważać na 3 oko):

https://architekturaosobowosci.wordpress.com/2019/08/20/przelom-dla-ludzkosci-zmiana-w-2027-cz-3-archetyp-wielkiej-matki/

Wzmianka o mózgu i hierarchii (w języku angielskim): https://www.sciencedaily.com/releases/2008/04/080423121430.htm

Wzmianka o tym, jak nierówność w dochodach wpływa na przestępczość: https://financesonline.com/how-income-inequality-affects-crime-rates/

Jedna myśl na temat “Yin-Yang. Kobiety i mężczyźni. Archetyp pramatki – odpowiedzi cz.2

Możliwość komentowania jest wyłączona.