O narcyzmie, bogach z Olimpu i twojej mocy sprawczej

Za górami, za lasami nie było zamku z jego skarbami, był za to Olimp z jego bogami. Każdy z nich piękny, napakowany, mądry, zaradny i pełen chwały. Niestety, świat obrodził nie tylko w bogów w szałwii i laurach wykąpanych, ale też w maluczkich, w błocie ubrudzonych. Niektórzy z tych nisko urodzonych mogli służyć tym na niebie, czerpiąc z chwały korzyści dla siebie. Ci na górze odczuwali tym bardziej swoją potęgę, im więcej było tych na dole. Bogowie, żeby nie wyjść na złych bogów, co to o nadziei zapomnieli, dali tym niżej drabiny. Miały one różną ilość szczebli, niektóre posiadały chwiejne podstawy, inne dziwne zasady, ale wspinającym dawały cząstkę tego, co wszyscy od zarania dziejów posiadali. Ci na górze nie walczyli z tymi na dole, jednak przypominali im, gdzie ich miejsce. Natomiast bogowie walczyli między sobą: walki, podstępy, gry, manipulacje, niczym joker w tali kart, zaskakiwały, poniżały, niszczyły i zabijały, kto dzisiaj wybuduje swoje imperium, wzniesie najwyżej swój tron, zasiądzie na nim i zacznie przewodzić wszystkim, nawet tym, których nie ma i którzy nie chcą, nie potrzebują, nie aprobują. Moc i siła to mądrość bogów z Olimpu. Pierwszeństwo i hierarchia to inteligencja bogów z Olimpu. Twoje rozgoryczenie, strach, chęć zemsty i posiadania srebrnej tacy pod telewizorem to paliwo bogów z Olimpu. Kiedy jednak zaczynasz widzieć, wiedzieć, słyszeć i rozumieć siebie oraz ich sposób myślenia i działania, przestajesz reagować na ich śpiew i przestajesz ich widzieć przez swój dziecięcy, wyidealizowany sposób, zaś śluby lojalności wobec nich czy aktywne inicjacje w sobie, a może nawet ich płacz lub groźby wobec ciebie – nie dotykają ciebie. Zaczynasz rozumieć, że to nie Olimp jest twoim domem, nie tronów pożądasz, to nie drabina z której zrzucasz innych ani nawet tworzenie własnych szczebli, to sposób na własny skrawek nieba. Rozumiesz, że oddech, twoje własne tchnienie, twój żar nie pochodzi od nich, nigdy nie mieli takich mocy, możliwości, uwierzyłeś im jednak, tym bogom na Olimpie, tym skrzydlatym archaniołom. Uwierzyłeś i nigdy nie dano ci zrozumieć, zobaczyć, poczuć własnej mocy, tylko moc jaką otrzymałeś od nich: by czuć to, co oni, widzieć to, co oni, i być, jak oni. To nie człowiek miał być osądzony i sądzony, ten system ziemski nie powstał dla ludzi, on powstał dla bogów. A kiedy nie ma nieba, nie ma piekła, nie ma góry, nie ma dołu. Co jest kierunkiem i jak go wyznaczasz? Bogowie nie wiedzą, ale bogowie również nie pytają, bo im kompas zawsze pokazuje północ. A tobie?

Jak to jest, że różne grupy istot tak swobodnie, bo bez winy, kary, konsekwencji, ale i sumienia w tak łatwy sposób tworzą systemy planet, wartości, systemy religijne i reinkarnacje, np. samsary, systemy oświecenia i zbawienia; mówią innym jak mają żyć, co jest dobre, a co złe? Ale gdy te same istoty wcielają się w ciała ludzkie, nie tylko w ciała królowych i królewiczów, panów i władców, bogaczy i geniuszy, awatarów i mesjaszy, to te same prawa, jakie programowali i egzekwowali – pokazywały, że nie radzą sobie w systemie, który sami tworzyli. Globalnie zawsze mamy bowiem do czynienia z wojnami, sprzeczkami, kłótniami, podporządkowaniem słabszych, asymilacją neutralnych. Podział na lewo i prawo, na górę i na dół. I czemu jest tyle na świecie teorii, praktyk, metod, które błagają, proszą, wychwalają, czyli przenoszą moc i siłę sprawczą jednostki na kogoś z zewnątrz, a nie uczą, że to w nas jest moc i siła sprawcza, w nas jest kreacja i światło? Jeśli bogowie z Olimpu są stworzeni z tych samych cząstek, co każda inna istota, dlaczego im się dodaje, a sobie odbiera? Albo raczej: Dlaczego tak robisz, czyli dlaczego sobie odbierasz moc sprawczą? Czy tylko dlatego, że boisz się dorosłości, nie zdajesz sobie sprawy z konsekwencji swoich myśli i czynów, unikasz odpowiedzialności? Czy może dlatego że nie znasz swoich mocnych i słabych stron i nie prosisz o zdrową pomoc i inspirację, bo nauczyłeś się błagać, klękać, zaprzeczać sobie, czuć się zawsze nie dość dobrym lub co gorsza, mieć przekonanie, że nie zasługujesz. A może to przez hierarchię dominacji nauczyłeś się dominować lub ulegać i to jest twój sposób na przetrwanie. Ale to nie są twoje myśli ani twoje postawy – to postawy wszczepione w ciało, w komórki, w podświadomość zbiorową.

Wielu z nas słyszało: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Ten warunkujący kod płynący z channelingu prosto z loży Białego i egzekutora Metatrona informuje: że są inni bogowie. Inny silny kod: Bóg jest miłością brzmi zwyczajnie: Miłość pochodzi od Boga. Patrząc w serce kochającej i będącej obiektem miłości osoby, żaden zdrowy człowiek nie powie, że nie ma wybaczenia, akceptacji, radości dla swojego partnera. Miłość niesie akceptację, wolną wolę, przestrzeń, a więc to, co te istoty w tonie nakazująco-warunkującym w świętych pismach, w proroctwach, channelingach odcisnęły w naszym ciele, systemie społecznym i etycznym oddala od własnego potencjału, rozróżnienia i samej miłości, która przecież jest w nas samych. Nie powiem nigdy Jesteś bogiem lub Każdy z nas jest bogiem – uwolnijmy myślenie w tych kategoriach, ale powiem: Jesteśmy istotami wolnymi, mądrymi, decydującymi, tworzącymi, co wszystkie inne istoty, starsze i młodsze, a to, czy realizujemy ten potencjał – swój i własnej duszy – zależy od tego, ile jest nas samych w sobie (co na początku tylko wydaję się dziwne), w co wierzymy, komu ulegliśmy, czyli kogo zasilamy i komu oddaliśmy prawo do oceny i osądu. Miłość w nas samych wolna jest przecież od osądu, warunkowania, stawiania kogokolwiek na piedestale, po prostu jest, bo kochać oznacza akceptować, przyjmować, cieszyć się i wzrastać bez ograniczeń. A czy kiedy stawiamy warunek, osąd i stosujemy przymus, mówimy wtedy o kochaniu i miłości. Co wówczas robimy?

Yavanna z Lucyferem, jedni z dwunastu bogów, próbowali zastąpić „białą miłość”, miłość cierpiącą, miłość na którą trzeba sobie zasłużyć, swoją miłością tzw. „miłością czystą”, ale znowu było to zwykłe odbicie tego, co już miało miejsce, bo to kolejna energia, która pochodzi od kogoś, ma warunek. Jest to szalenie piekielne powiedzieć komuś: proś, przyjmuj, czekaj na łaskę z góry w miejsce odważnego powiedzenia: w tobie jest siła i moc sprawcza, w tobie jest światło i miłość, również doskonale rozumiesz miłość, bo zawsze tak było. Czasem musisz ją jednak odkryć, bo może być tak, że twoje serce i dusza nieraz klękała przed różnymi istotami, bogami, przed ich potęgą i światłem, mądrością i uwielbieniem i teraz sam nie wiesz, kim jesteś i jaki jesteś. Ale gdyby tak rozebrać tych bogów na niebie, ich pisma, ich całuny którymi się otaczają – nie znajdziesz w nich własnego światła, bo jest mrok, ciemność, wyparte energie, które przerabiają inni wierzący w ich drogę, myśli, projekcje. Ziemia jest łaskawa dla wcielonych bogów, którzy zapomnieli, czym jest miłość i życie bez kontroli, czym jest życie bez władzy i mocy, bo nigdy się od niej nie uwolnili – władza i przekonanie o swojej wyższości jest ich chorobą, a karmy zamiast ubywać ciągle przybywa. Zamiast pójść na terapię, wymyślają swoje metody, ścieżki, systemy dzięki którym samoidealny obraz tylko się umacnia; nie konfrontują go z rzeczywistym obrazem siebie i swojej przeszłości, nie klękają przed nikim nawet przed swoimi błędami.

O narcyzmie

Większość ludzi (istot) łączy w sobie aspekty co najmniej dwóch lub więcej stylów osobowości w różnych korelacjach. W zakresie narcyzmu przedstawiłem podejście psychodynamiczne, interpersonalne i poznawcze. Większość tych prac można przeczytać w książce Zaburzenia osobowości we współczesnym świecie. Na temat narcyzmu czytamy: utrwalony wzorzec poczucia własnej wielkości, wyolbrzymione poczucie własnej ważności (wyolbrzymia swoje osiągnięcia i talenty, oczekuje uznania własnej wyższości niewspółmiernie do rzeczywistych dokonań), przekonanie o własnej wyjątkowości i unikalności, którą mogą zrozumieć lub z którą mogą obcować tylko inni wyjątkowi bądź zajmujący wysoką pozycję ludzie (lub instytucje); wymaga przesadnego podziwu; ma poczucie posiadania specjalnych uprawnień, tzn. bezpodstawnie oczekuje szczególnie przychylnego traktowania lub automatycznego podporządkowania się innych jej oczekiwaniom; nastawiona jest eksploatatorsko wobec innych ludzi, tzw. wykorzystuje ich do osiągnięcia własnych celów; niechętnie rozpoznaje cudze uczucia i potrzeby i nie jest skłonna identyfikować się z nimi; często zazdrości innym lub uważa, że inni jej zazdroszczą. Wyjątkowość uprawnia do wymyślania nowych metod pracy, burzących dawne schematy organizacyjne, bez oglądania się na skutki, jakie pomysły przyniosą innym. Zamiast więc liczyć się z innymi, taki typ osobowości oczekuje, że podwładni po prostu uznają jego wyższość i automatycznie wprowadzą w życie jego zalecenia.

Osoba narcystyczna musi sobie jakoś radzić z informacjami, które stoją w sprzeczności z jej wyidealizowanym obrazem siebie: z danymi wskazującymi na to, że wykorzystuje innych, niekiedy się myli, jest zawistna. Większość tych informacji wypiera lub po prostu zaprzecza im. Często stosuje racjonalizację (intelektualizowanie), żeby zbudować alternatywną rzeczywistość, w której te same fakty zyskują odmienne znaczenie, co pozwala usprawiedliwić własne błędy i wykorzystywanie innych. Raz opracowany scenariusz, który nie tylko pozwala zachować twarz, lecz stawia daną osobę w jak najlepszym świetle, zastępuje faktyczny ciąg zdarzeń i staje się roboczym modelem rzeczywistości, który jednostka narcystyczna dalej przetwarza. Dochodzi tu także do dziwnego odwrócenia ról: osoba narcystyczna nie wykorzystuje innych; innym powinno pochlebiać to, że z nimi przestaje. Nie popełnia żadnych błędów, jest po prostu wizjonerem wcielającym w życie wizje, których inni nie są w stanie pojąć. Nie jest też tyranem, lecz oświeconym despotą. Osobowość narcystyczna stanowi formę kompensacji, obronę przed skutkami wczesnego zahamowania rozwoju. Stopienie obrazu siebie z idealnym „ja” prowadzi do poczucia wielkości i wszechmocy, czego wyrazem może być przekonanie, że jest się genialnym, wyprzedza się swoją epokę, zasługuje się na sławę itp.

Stopienie idealnego „ja” z obrazem siebie wyjaśnia, jakie jest źródło poczucia własnej wielkości osób narcystycznych; natomiast stopienie idealnego obrazu innej osoby z obrazem siebie wyjaśnia, skąd płynie przekonanie jednostki narcystycznej, że przysługują jej szczególne prawa oraz skąd bierze się jej potrzeba adoracji. W idealnym obrazie ów inny jest pełen uwielbienia, nawet czci dla osoby narcystycznej, ciałem i duszą oddany podtrzymywaniu iluzji, że ona właśnie stanowi centrum wszechświata. Ponadto, ponieważ idealny obraz innej osoby zlał się z idealnym „ja”, ci wszyscy, którzy wiążą się z jednostką narcystyczną, również powinni być idealni. Niedoskonałości w innych – jako sprzeczne z obrazem siebie – często prowadzą do wyśmiewania czy pogardy.

Środowisko rodzinne odgrywa ogromną rolę w zapoczątkowaniu rozwoju fantazji wielkościowych. Z jednej strony rodzice często są zimni i obojętni, niewykluczone też, że wysyłają komunikaty o dużym ładunku złośliwości i agresji. Niszczy to, rzecz jasna, obraz siebie i przyczynia się do rozwoju patologicznych sposobów regulacji samooceny. Innymi słowy: dysponując gorszym czy nieadekwatnym obrazem siebie, dziecko chwyta się mechanizmów obronnych jak ostatniej deski ratunku. Dostarcza ich rodzina, dopatrując się w dziecku szczególnych zdolności, wyznaczając mu rolę „geniusza rodzinnego”, która staje się ucieczką od nic niewartego czy nieudanego „ja”, równoważąc w ten sposób rodzicielską obojętność bądź odrzucenie. Jeśli okoliczności wykluczają powstanie zintegrowanego, normalnego poczucia własnej tożsamości, atrakcyjne staje się wielkościowe „ja”, choćby dlatego, że tylko tę jego wersję rodzice gotowi są zaakceptować. Partnerami jednostek narcystycznych są osoby o cechach masochistycznych, a przynajmniej o bliskim patologii braku pewności siebie. Osobę masochistyczną przyciąga pewność siebie jednostki narcystycznej, akceptującej uległość i szacunek partnera oraz jego gotowość do złożeni siebie na ołtarzu jej wielkości. Niestety, nigdy nie udaje się jej spełnić wyidealizowanych oczekiwań, przez co ściąga na siebie nieustającą pogardę. Co gorsza, jednostka narcystyczna w obawie, iż bliskość może zostać wykorzystana do roztoczenia nad nią kontroli, nierzadko wyładowuje na partnerze złość, w rzeczywistości wywołaną często występującym we wszystkich związkach poczuciem bezbronności.

Niektóre osoby narcystyczne mają świadomość, że złość odsłania ich słabe punkty, więc kryją się ze swoją nadwrażliwością. Inne uważają, że należą do jakiejś specjalnego kategorii ludzi i mogą w ogóle nie zareagować, nawet na otwartą obelgę, zwłaszcza jeśli wyszła od kogoś o ewidentnie niższym statusie. Ci, którzy miotają obelgi, nie zasługują nawet na pogardę. Pozostając niewzruszona, osoba narcystyczna ukrywa słabości swojego „ja” i składa „dowód”, iż inni nie są w stanie jej dotknąć.

Osoby narcystyczne szukają kręgu wiernych wielbicieli. Ponieważ uważają własne idee za rewolucyjne, często, opisując swe poszukiwania, uciekają się do religijnych metafor. Ludzi z ich otoczenia należy uważać nie tyle za towarzyszy czy sprzymierzeńców, ile za uczniów czy wyznawców, członków zamkniętej grupy. Adoratorzy ci stąpają po cienkiej linie. Z jednej strony muszą być kimś specjalnym, przynajmniej na tyle, by wznieść się ponad motłoch. Z drugiej jednak muszą mieć jakieś wyraźne skazy, dzięki którym nie stają się rywalami osoby narcystycznej. Stanowią przedłużenie jej ego, świecą wyłącznie światłem odbitym; tylko ona ma prawo błyszczeć. Na szczęście, jeżeli są w pełni lojalni i pogrążeni w zachwycie, projekcje wielkościowe lidera przekształcą ich w wyidealizowane, doskonałe istoty, którym uczestnictwo w chwale wielkiego guru zapewnia świetność. Ponadto nie wolno im mieć własnych, niezależnych poglądów, lecz tylko takie, które pozwalają im własnymi słowami wesprzeć poglądy przywódcy. Oryginalność myśli nie budzi entuzjazmu, lecz pogardę, sugeruje bowiem, że proroctwom mistrza jeszcze czegoś brakuje, że należałoby tu dodać coś, czego prorok nie uwzględnił.

Syndrom boga

Wspominam o narcyzmie ponieważ jest on trzonem tzw. syndromu boga i podstawą psychiczną prawie wszystkich z dwunastu bogów oraz istot, które mają obciążenia „żywego boga”. Dotyczy to również hinduskich awatarów, bogiń, wszelkich mesjaszy, matek boskich, proroków oraz ich uczniów, kapłanów, zastępców i „dzieci bogów”. Liczba 12 jest szczególnie ważna w naszym wszechświecie. A wszystko zaczęło się od rysunku w roku 2007 przedstawiającego grupkę istot.

Po kilku latach badań powstał poniższy wykres. Mamy po lewej stronie grupę sześciu białych istot, jak: Jan, Biały, Sandalfon (Jezus, Enki), Maria, MM, Jan i Lucyfer. Po prawej stronie sześć czarnych istot, jak: Szatan, Yavanna (Tomasz, Atena), Piotr (Czarny, Apollo), Judasz (Lewiatan), Metatron (Enlil) z rdzeniem Arymana, Belial. Większość tych istot przechodziła z jednego obozu do drugiego. Jedynie Belial i Szatan trzymali się piekła i czarnych postaw. Przebudowy o których wspominam z roku 2019 dotyczyły właśnie tych istot. Dlaczego imiona chrześcijańskie? Ponieważ te istoty mają wiele imion w różnych kulturach i wierzeniach, a te wydają się najlepiej odzwierciedlać ich profil (jak i wcielenie).

Zgłębiając temat, trafiłem na kilka prac i wykładów. Jeden z wykładowców przedstawiał temat porównując działanie dwóch liderów: Mahatmy Gandhiego i Adolfa Hitlera. Wyobraź sobie, że ktoś mówi ci: Jesteś do niczego, jesteś nikim. Jak reagujesz na te słowa? Pewnie nic z tym nie robisz i idziesz dalej. Co się zmienia, gdy pięć osób powie ci: Jesteś do niczego, jesteś nikim. Zatrzymujesz się i zaczynasz się nad tym zastanawiać, bo coś w tym może być, ale jeśli masz profil narcystycznej osobowości, to takim informacjom zaprzeczysz i je odbijesz. Przypuśćmy, że nie masz takiego mechanizmu obronnego i twoja osobowość przyjmuje takie informacje. Co się dzieje z twoim samopoczuciem i traktowaniem siebie, odbiorem swojej osoby? Pikuje w dół. Zmieńmy przykład. Pięć osób mówi ci: Jesteś fantastyczny, mądry, prowadź nas, znajdź rozwiązanie, bądź naszym liderem. Co się dzieje w tobie, jaki rodzaj hormonów zaczyna produkować ciało? Czujesz się z pewnością inaczej, ciało i mózg dostają nowe bodźce. Niech teraz podobne słowa płyną od pięćdziesięciu osób? Spróbuj to poczuć, to jest proste zadanie. Jak się czujesz? Zaczynasz wierzyć w to, co do ciebie mówią inni, i twój wizerunek własny pikuje szalenie w górę, wprost do wysokiej wieży uznania (jak masz niski wizerunek własny to do wieży uwielbienia). Zaczynasz także odczuwać odpowiedzialność, wybranie, naznaczenie, trochę tak jakby „bóg” wybrał swojego proroka – to podobny wzór. Pięćdziesiąt twarzy i serc skierowanych bezpośrednio w ciebie to nie są przelewki. A co się stanie, gdy będzie to pięćset osób, pięć milionów, pięć miliardów? Nikt z takim ciężarem sobie nie poradzi, ani osoba z pozytywno – narcystycznym nastawieniem, ani z degradująco – niszczącym. To zwyczajnie przytłacza w obie strony. Mamy w tym zagadnieniu nie tylko odcisk fizyczny, ale również odcisk duchowo – mesjanistyczny. Tysiące dusz, dziesiątki tysięcy istot widzi w tobie mesjasza, boga, przywódcę, oświeconego lidera. Wielbią cię, wspierają twoje idee, bezkrytycznie przyjmują twoje słowa, realizując bez zająknięcia wszelkie cele. Rodzina, bliscy rozkładają dywan, zajmując się podstawkowymi sprawami życia codziennego swojego mesjanistycznego dziecka, a ty sam, jak bóg, skupiasz się na tym, co ważne, co górnolotne.

Taki „żywy bóg” przez wpływ wzorców, działania archetypów, których sam jest twórcą, ale i własnych obciążeń, zaczyna przekraczać cudze granice, tłumaczy to na początku wyższymi potrzebami, pozwala sobie – przy ciągłym przyzwoleniu innych – coraz więcej wymagać, żądać, wymuszać; taka istota przez dalsze, bo pogrążone w boskim postrzeganiu siebie, działania zaczyna być sędzią, oskarżycielem, prawem, egzekutorem – i jak znamy z historii i odciśniętych pism zwanych często świętymi – miłością. Istoty zgromadzone dookoła takiej jednostki przez własną patologię i obciążenia przestają widzieć człowieka, takiego samego jak one, widzą zbawcę, mesjasza, boginię, bóstwo, awatara, który doprowadzi ich do lepszego jutra lub który rozgrzeszy ich z wszelkich win, zdejmie ciężar własnego krzyża i niedoskonałości. Dzięki samej bliskości kogoś tak znakomitego w ich oczach oni sami oświetlą swój własny, przykry cień.

Na początku śmiano się z Hitlera, szydzono i gardzono nim, ale po każdej kolejnej przemowie miał coraz więcej zwolenników. Potrafił przekonać swoich oponentów, co dla jego mózgu było kolejnym bodźcem wzmacniającym przesłanie i poczucie racji. Im więcej przychylnych głosów zdobywał, tym bardziej jego osobista moc, wiara w siebie, swoją wizję ludzkości – wzmacniana oczywiście poplecznikami – wzrastała. Mamy inny przykład, Gandhiego. Dlaczego jego nie przytłoczyła władza i wpływ, jaki posiadał. Asceza, oddawanie podarków, poniżanie przez większą część życia, zbijane ego przez praktyki medytacyjne, służba. On wiedział, że to pożądanie szkatułki, czy dzisiaj byłoby to pożądanie lajków, zasięgów, prestiżu, zasila próżność, która odgradza od rzeczywistości. Bo czy ktoś jeszcze wierzy, że ktokolwiek zasiadający na Olimpie ma kontakt z tym, co dzieje się niżej? A nawet kiedy bóg z Olimpu zejdzie na ziemię, a wie jednak, że część jego samego nadal zasiada na tronie, ma tam swoje miejsce, czy to nie podtrzymuje pewnego obrazu poczucia szczególności i wyróżnienia – jak już wspomniałem, czy nie ma tu archetypu dziecka boga, matki boskiej i mesjasza. To jest taki rodzaj obciążeń, który wibruje w wielu istotach, nie tylko „żywych bogach”, i jest szalenie trudny w pracy, bo nie zawsze chodzi o blask i odbite światło tego blasku, a bardziej o cień, jaki tworzy.

Schodzenie z wysokiej wieży

Wyobraź sobie, że jesteś takim bogiem na Olimpie: dobrych według swojego prawa nagradzasz, złych według swojej woli karzesz, czerpiesz kwanty energii z miliardów istot, nie tylko jednej, mówię tu o miliardach istot. Dzieje się tak od planety do planety, od wszechświata do wszechświata (btw. proszę pamiętać, że wiele osób bada ilość wcieleń tylko z jednej planety lub jednego wszechświata). Niby wiesz, że trzeba coś zmienić tam niżej, na padole pełnym łez, ale tego nie robisz, no może troszkę, ale nigdy to nie jest takie, jakie naprawdę może być, ponieważ gdzieś wewnętrznie wiesz, że w nowym nie ma miejsca na Olimp, na twój tron, prawo; nie ma miejsca na bogów, religie, ścieżki oświeceniowe, ponieważ one już dały to, co widzimy obecnie. Nie sprawdziły się w żadnej formie, wymiarze ani czasie. Człowiek jak jest odcięty od swoich wyższych części, tak nadal jest, więc rekompensuje to sobie, próbując wzmocnić swój mózg i robić wszystko sam lub zwyczajnie szuka wsparcia gdzieś na niebie, w obcym bycie, w obcej duszy. Jako jednostka, nie tylko jako bóg na Olimpie, nie zmieniasz na większą skalę, bo boisz się i lękasz również tego, co powiedzą pozostali zasiadający obok ciebie na tronie, przecież im nie powiesz, że ich zabawki, piaskownica trochę zgrzybiała, ale ciągle przynosi zyski; nie sprzeciwisz się swoim braciom i siostrom zasiadającym na Olimpie, nie tylko przez lęk przed ich siłą, ale przez własne zobowiązania. Nie wszyscy jednak tak myślą, nie wszyscy czerpią zyski z systemu, podległości, nie wszystkie istotą żądają władzy, mocy, bo wszystko to już miały.

No więc razem z jeszcze wyższą siłą od bogów z Olimpu odsłaniasz kurtynę, uruchamiasz swoją moc, to jest scalenie ze sobą najwyższym i pukasz na początku jako mediator codziennie przez parę miesięcy do bogów i ich pomocników. Wspinasz się mozolnie na ich wieże i mówisz: Panie prezesie, nie ma kto taczek wozić tam na dole. Pokazujesz im nowe, przedstawiasz jak radzić sobie z pewnymi odchyleniami, społecznościami czy starymi archetypami. Tłumaczysz Sandalfonowi, który znany jest ze swojego wcielenia na tej planecie w ciało Jezusa, że jego wiara w Białego, wzorce poświęcenia i brania odpowiedzialności za innych, białą miłość nie jest właściwa dla rozwoju światów (patrz: O miłości, poświęceniu i współwinie). Siedzisz z Gabrielem i pokazujesz mu, jak może uwolnić się od Lucyfera i naśladowania starszych braci i ich sposobów tworzenia nauk i planet. Siedzisz z Janem, ale on bez krzywdy i cierpienia, swoich nauk zatrzymanych w przeszłości, przekonań nie potrafi żyć. Siedzisz z Metatronem, dzień po dniu, aż jego Zeusowe pioruny ciskają w twój dom, pokazujesz jak można uwalniać sznur karmiczny, co daje parowanie w związki karmiczne, liczne sądy i jego własna rywalizacja z Sandalfonem. Pokazujesz Lucyferowi jego najwyższą i wolną cząstkę od jego zimna, komputerowego umysłu, zimnych, biało-oświeceniowych technik. Siedzisz z sercem na wierzchu z Yavanną i prosisz, żeby nie czerpała energii ze świadomości zatrzymanej w Mordorze, nie walczyła przeciwko mężczyznom i nie czerpała z nienawiści i otwartych piekieł.

Duma jest chorobą, podobnie jak mesjanizm, a przekonanie o własnej świętości jest podobne do przekonania człowieka, który zbyt ufnie wierzy w swoją mądrość, wiedzę, inteligencje, wizję przyszłości, pomijając intuicje i czynniki, których nigdy nie wziął pod uwagę, bo je zwyczajnie ignoruje lub nie dane było mu je poznać. Pytanie nie brzmi: Czego te istoty nie widziały i nie chciały dostrzec, bo każda z nich doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji?. Pytanie brzmi: Co bały się utracić?, Jaki ideał sięgnął bruku, czyli jakie wyobrażenie siebie?. Nie są to łatwe pytania, bo mogą doprowadzić do całkowitego przebudowania struktury ja, osi psychicznej – a jak to zrobić, jeśli tyle lat, wieków, wcieleń się pracowało; tyle wieków inne istoty zrzucały odpowiedzialność na ciebie; tyle eonów modlili się, wielbili, czcili. Może myślisz: To ja jestem tym dobrym albo odwrotnie: To ja jestem tym złym. Tak, w czyich oczach?

Niestety większość tych archaniołów nie miała przyjemności bycia zbijanym z wcielenia na wcielenie, bycia katowanym, ograniczanym, dyskredytowanym, zduszanym, tępionym, poniżanym, deprecjonowanym, wyśmiewanym. Ich wizerunek poszedł w drugie odchylenie patologiczne. Nie mówię tylko o narcyzmie, mówię również o: wizerunku uzależnionym od mocy, władzy i kontroli oraz o samouwielbieniu i kurczowym trzymaniu się swoich poglądów, praw i traktowania innych. Mówi się również, że kat uwalnia swoje wzorce oprawcy tylko kiedy spotka silniejszego lub bardziej sprytnego kata od siebie. To nie jest prawda, większość katów to psychopaci i wtedy uczą się tylko lepszych technik manipulacji i wpływu. Niestety nie da się uwolnić od systemu, nakazu wcieleń czy nauczenia się nowego postrzegania i bycia, bez uwolnienia się od narkotyków, jakie daje system. Na całe szczęście każda istota ma swoją część, która nie jest oblepiona przez system, ego, chęć władzy, karmy, nauczania, rządzenia, chęć zemsty. I właśnie kiedy mediator mówił: Popatrz tam wyżej, ponad czubek swojej wieży, swojego tronu, tam jesteś ty, dało się słyszeć: Pozwoliłyście Nadjaźnie na zło, na Arymana i śmiecie żądać cokolwiek od nas, Nie wiecie jak tu jest, Miłość nie jest doskonała lub przez strach przed utraceniem swoich wpływów, oddaniem tronu rzucali: ogniem, magią, piekłami, zaklęciami, stosowali manipulacje, ośmieszanie, rozbijali to, co jeszcze miało jakąkolwiek wartość – dokładnie jak w technikach stosowanych przez oprawców. Walczyli, budowali armię nie różniącą się od tej, którą budował przez tyle lat Hitler. Biały nie rożni się niczym od czarnego, podobnie jak czarny od białego. Biały jedynie tłumaczy to świętością, dobrem ogółu i szczytnymi ideami, a czarny myśli tylko o sobie. I ci archaniołowie, ale i wiele istot czerpiących z tego układu – systemu zyski, o tak powabnych wibracjach, mądrościach zsyłanych w pisma święte, mieli czelność oceniać inne istoty, mieli czelność mówić innym, jak mają żyć, co jest dobre, a co złe, gdy w stosunku do nowego, nieznanego tyle jadu wychodziło z ich ciała, tyle żalu, płaczu, trwogi. Ich własna przykra historia, oczywiście niewspółmiernie większa od zapisu historii młodszych istot, tłamsiła i dusiła świat. Zmiany zewnętrzne jednak muszą – i każdy z nas to przecież wie – wynikać ze zmian wewnętrznych, ale prawdziwych, nie urojonych lub zamkniętych w bańkowych rzeczywistościach, tak jak robi to Lucyfer czy Biały system oświeceniowy – zmiany muszą być w nas i naszych duszach, w całej naszej istocie.

W pewnym momencie przebudów duchowych, wiele istot pod przewodnictwem mojej istoty zaczęły zagęszczać już znane gęstości i wymiary o nowe wartości.

Rys. Na krańcach dusze grupowe po stronie białej i czarnej. Rozwój oparty nie o tzw. „schodzenie w dół”, ale bardziej do środka z ruchomymi prawami, zasadami, wartościami. Nowe informacje (wartości) nie odkryte przez istoty po obu stronach (zamknięte w światach dualnych).

Niestety nowe, jeśli nawet nie jest konkurentem dla starego, które w pewnych detalach pozostaje bez zmian, wymaga nauczenia się przepływu między gęstościami, swoimi jaźniami, czerpania energii z siebie i mocy własnej, co jest w opozycji do oddawania energii bogom na Olimpie, choćby w zamian za rożne świecidełka, opiekę i dary. Mimo tego, że Olimp pokazuje pewną historię radzenia sobie z różnorodnością świata i stworzoną hierarchią dominacji, rozebrany ze swoich struktur, świętości, wyższości i wzorców, otwiera drogę do miejsca bez hierarchii, władzy, mocy, bez potrzeby traktowania siebie jako starszego lub młodszego, bez potrzeby opiekowania, martwienia; zwalnia pewien ciężar z tych istot. Jest to przestrzeń wolna od zbawiania i oświecania, od grzechu i karmy, bycia białym lub czarnym, wolna od podświadomości i warunków w swobodnym przepływie między gęstościami. Takie przestrzenie, światy nie wszystkim się podobają, nie dają pożywki dla ego, ale dają zdrową podstawę dla dalszego rozwoju swojej indywidualności z jednoczesnym życiem i współpracą z bliskimi których nie znamy.

Wiemy, że każdy jest równy, trochę różny, ale równy, a jeśli czujemy inaczej, to wiemy, że ta istota nażarła się tylko obcej lub twojej energii i przyoblekła w magiczną zbroję boga lub bogini, bóstwa, któremu oddałeś hołd. Nawet jeśli w twoim mniemaniu ktoś wie więcej, popełnił mniej błędów, jest bardziej przebojowy, piękniejszy, większy, szybszy, mądrzejszy, inteligentniejszy – to przecież nic nie mówi o tobie. Nigdy nie musiałeś rezygnować z siebie przy innych osobach i istotach, ale zrobiłeś to, bo sobie zaprzeczyłeś przez porównanie się z tą istotą. Właśnie w ten sposób często odbieramy sobie moc sprawczą, do której potem próbujemy wrócić przez rywalizację, zazdrość, walkę psychiczną i fizyczną czyli próbę odebrania korony, którą przecież sami komuś włożyliśmy na głowę. Skończmy z tym, bo potrafimy kreować, a więc zacznijmy tworzyć, a nie niszczyć i ograniczać, walczyć i deprawować. Kreacja wymaga wrażliwości i uczuciowości, otwartego serca i umysłu, zaufania w siebie i sam akt kreacji. Bo jeśli nie kreujesz, to prawdopodobnie niszczysz lub pływasz w szarych strefach nihilizmu. Przestań się pytać innych Wyższych Ja, dusz – zacznij decydować i brać odpowiedzialność.

Zakończenie

Dokładnie rok temu 05.06.2019 odbyło się uwolnienie zagęszczające część wymiarów i gęstości, tworząc pewnego rodzaju pomost pomiędzy jaźniami, gęstościami, wymiarami białymi i ciemnymi. Właśnie to dokonane uwolnienie i kreacja uruchomiła białe i czarne siły, bo pokazała – dokładnie jak w syndromach narcyza – że wizjom dawnych bogów i proroków czegoś brakuje, że już czas wyjść z podziału yin-yang, dualności. Później każdego dnia było co raz gorzej, więcej ataków, zniszczenia, nie tylko mienia fizycznego, ale duchowego, próby zatrzymania kreacji i znowu odcinania ludzi i dusz od siebie, bo ludzie mają być scaleni, ale z karmą (przeszłością), a nie ze sobą, mają być scaleni przez systemy regulujące (filtry); mają się wcielać w nieskończoność w tym systemie i jemu podobnych. Kiedy wróciłem do notatek, wykresów, analiz oraz sesji z tamtego roku, zobaczyłem, że były one ciężkie, trudne, było w nich skupienie, moc własna (bardzo wiele ważnych słów w przemowach do tych istot), ale każdy nacisk, presja zewnętrzna, ataki, którym była poddana moja cała istota, moja psychika ignorowała. Lekceważyłem ataki, zastraszanie i grupowe działania – głównie pod przewodnictwem trzech istot, które przecież przez większą część istnienia stosowały takie lub inne manipulacje. Stanowiło to dla mnie ważną lekcję, która wyleczyła mnie szczególnie z wzorców zachowania i działania, jakie widzimy choćby u takich istot, jak: John Sheridan z Babylon 5, Ender z Gry Endera, Paul Atryda z Dune, Lelouch Lamperouge z Code Geass, Mohatma Gandhi. Mam tu na myśli przedstawione decyzję, wybory, które z jednej strony dźwigały światy i wszechświaty, jednoczyły obce rasy, wyrzucały czarnych i białych, zatrzymywały tyranię, ale zawierały obciążający mesjanizm, samoumniejszanie, poświęcenie i idealizacje. Ze złem, oprawcą, narcyzem, paranoikiem nie prowadzi się negocjacji, nie oczekuje się szybkiej zmiany myślenia, bo zawsze sprowadzi do własnego poziomu. Jednak idealista myśli inaczej.

Prawdą jest, że dla każdego jest miejsce, by być, by tworzyć, bez względu na jego przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. Czy dotyczy to takiego Sandalfona, który może i w dobrej wierze działał, jednak kiedy przyszło do uwolnienia miliardów linek z serc oraz energii zgromadzonej od wiernych – nie potrafił bez tego żyć. Również dla karzącego Metatrona, pochłaniającego światy Beliala, samolubnego Szatana, szukającej na czarny sposób sprawiedliwości Yavanny, zatopionego w krzywdzie i argumentach Jana czy próbującego zanegować wszystko Arymana. Wydaje się to dziwne i zarazem banalne, ale dla nich wszystkich jest miejsce. Każdy ma prawo do kreacji, kreacji z kimkolwiek chce. Natomiast wzorce niszczenia, destrukcji mają źródło w negowaniu tej prawidłowości. Gdyby jednak każda stara istota uwolniła swój monumentalizm, noszenie świata na swoich barkach i poczucie obowiązku do walki z tym czy tamtym, czy choćby obrony swoich racji – byłby to świetny wzór dla pozostałych.

A czy te istoty pozwolą sobie popatrzeć na siebie z innej strony przez wcielenia, takie jak np.

  1. Metatron. Wcielony w kochającej rodzinie, z ciepłym ojcem i kochającą mamą, jako pierworodny syn. Kilka lat później opiekujący się młodszym bratem. Bez brzemienia duchowego.
  2. Jan w rodzinie i historii podobnej do mojej przeszłości. Źle traktowany przez nauczycieli, wykluczany z grup ze świadomością własnej mocy duchowej i historii tworzenia. Z białą historią rodziny, jej chorobami, zawałami, poświęceniem, wzorcami bodhisattwy, służbą wobec dominujących samic. Rozwój świadomości przez terapie.
  3. Yavanna. Kochający ojciec i matka alkoholiczka, starszy brat, jako drugie dziecko, córka lub w miejsce matki uzależnionej, jako córka z siostrą bliźniaczką (lub te dwie opcje jednocześnie).
  4. Lucyfer. Musiałby się w końcu wcielić i wybrać ostatecznie płeć bez uciekania w emo, strachu przed materią. Opowiedzieć się, zagęścić, ujawnić.
  5. Aryman. W ciało kobiety z dwoma siostrami i bratem, który odnosi wielkie sukcesy.
  6. Biały i Belial. Jako bliźniaki, mogą być różnej płci.
  7. Sandalfon. Wcielony bez czci, lepszych atomów w ciele, jakiegokolwiek wsparcia energetycznego. Również bez spadku ze strony i tak niebogatej rodziny. Z poczuciem odrzucenia ze strony ojca i dziadków, ale z czasem świadomy siebie i swojego dziedzictwa duchowego, które podważa.
  8. Szatan. W ciele mężczyzny z sukcesami, który traci wszystko, co skutkuje różnymi konfliktami i impotencją. Próba poradzenia sobie z nowym obliczem rzeczywistości.
  9. Maria. W ciele kobiety lub mężczyzny, uwolniona stłumiona agresja, praca nad DDA; nauka czerpania z siebie, a nie mocy i zbiorników, dziedzictwa duchowego.

Te wcielenia zależą już od nich samych, bo pomimo tego, że te istoty zabrały i odebrały moc sprawczą wielu innym istotom, to nawet przez zmiany duchowe nikt ani tego nie wymusi na nich ani nie oceni różnych wyborów. Mają wolną wolę, jak każda istota, wolę wolną od karmy, przeszłości, cudzych ocen i oczekiwań.

Na same zakończenie dodam.

W rozumieniu pracy nad sobą mamy do czynienia z udoskonaleniem Ja, w miejsce jego zrozumienia i znalezienia lepszego sposobu radzenia sobie z jego potrzebami. Innymi słowy, pułapką w rozwoju jest postawa: ja jestem rozwinięty, ja sam pracuję nad sobą, ja sam znajduję swoje braki, szczególnie dotyczy to pracy ze swoją duszą. Ten mechanizm nie działa, ponieważ nawet przy wsparciu swojej duszy, Wyższego Ja – te części ciebie mogą czerpać z twojego profilu zyski i często nie chcą tego zmieniać. Dlatego jest tak ważna pomoc drugiego, silnego człowieka, wolnego, nieulegającego silniejszej woli, bo wówczas w miejsce udoskonalenia Ja, budowania kolejnych murów w wizerunku i przekonań o sobie i swoim rozwoju, znajdujemy lepsze sposoby radzenia sobie z potrzebami Ja. Pamiętajmy również, że wszystkie struktury osobowości mają funkcję narcystyczną, ponieważ za pomocą mechanizmów obronnych podtrzymują samoocenę. U wielu mężczyzn – już w kontekście tego opracowania – diagnozuje się osobowość narcystyczną i obsesyjno – kompulsywną, natomiast u kobiet narcyzm z osobowością histeryczną. Problemy z Ja przez wpływ płci ma również inne podłoże. U kobiet powodowany jest przez lęk, u mężczyzn przez wstyd. Ludzie z tymi zaburzeniami mogą być kochający, ciepli, pełni.

Nikodem Marszałek

05.06.2020

PS.

Dziękuję. Ten artykuł jest zakończeniem pewnego etapu mojego życia (także pewnego sposobu kreowania istnienia i roli duchowej).

Zapraszam do kolejnych części tego opracowania.