Manipulacje słowem i wciąganie w swoje wizje

Zastanawiałem się nad tym, co zrobić z tymi wiadomościami: skasować je, odpowiedzieć na nie i w ten sposób pokazać w jaki sposób można dać się „chwycić na wędkę”, czy nie odnosić się do tego poważnie. Zanim wkleiłem wiadomości, oczyściłem ich energię i przepisałem je.

Listy:
Masz mi dużo do wybaczenia z poprzednich żyć. Ja ze swojej strony przepraszam.

Kolejny:

Zapytaj się o swoje wcielenia. Tylko nie emocjonuj się tym, co zobaczysz, co poczujesz. Uczysz, żeby się otwierać na nowe, także do dzieła. Jak już to sprawdzisz, to daj znać. Powodzenia.

Proszę się zastanowić nad treścią tych krótkich zdań: jakie tutaj są intencje i gdzie one mają skierować, jeśli pójdzie się za tymi słowami?

To, co tutaj jest napisane, nie jest nowe, a jest napchane sugerowaniem, cofaniem do podświadomości (przeszłości), są i linki, które próbują wczepić się w aurę, ostre haczyki rzucone w czakry, przymilająco-opiekująca energia. Psychologicznie największe manipulacje psychiczne i energetyczne płyną od osób mocno zranionych przez rodziców i najbliższych. Tacy ludzie, by poradzić sobie w życiu, stosują wypracowane przez siebie różne sztuczki. Ty używasz: „ciocia dobra rada”, „duszek o dobrym serduszku” – widać działa to w twoim życiu, jeśli próbujesz tego na mnie.

Piszesz do mnie bezpośrednio, mam wrażenie z poczuciem takiego wywyższenia, uniesienia, pewności własnych wglądów, ale czy osoba wolna pisałaby takie rzeczy? Czy może być tak, że razem ze swoją duszą jesteście zależne od jakiegoś mistrza, guru, przewodnika i po prostu channelingujecie (podsyłacie i rozsiewacie informacje), oni wysyłają cię to tu, to tam, gdzie oni (ci niby oświeceni) potrzebują? Przede wszystkim wszelkie takie zarzucanie, zasypywanie kogoś domniemanymi obciążeniami, jego wzorcami, punktowanie ich (czy jest to podane na srebrnej tacy z ciastem czy strzałem w twarz) jest próbą zdominowania i podporządkowania i jakiekolwiek odniesienie do tego przylepia do oskarżyciela. Co innego gdy mamy z kimś relację, jest zaufanie, może jest relacja terapeutyczna, wtedy można się zastanowić nad takimi sugestiami, ale teraz są to puste słowa, obcej osoby o nieznanym pochodzeniu, historii, zaburzeniach. Niestety wiele osób daje się nabrać na takie odczyty, emocjonalne historie, opinie, których pełno w internecie.

Kleopatr i Napoleonów wciąż mało
Wróćmy do tych inkarnacji, wcieleń. Metody regresowe, past life regres, bardziej szkodzą niż pomagają. Jaki realnie wpływ mają na nas te wcielenia, dawne życia? Na nas tu i teraz? A jaki wpływ mają na nas wcielenia kogoś innego? Czy nie jest tak, że szukamy problemu na siłę? Czy teraz, jak puścimy te wyobrażenia, chwila obecna nie jest w porządku? A jeśli jest, to po co nam to, co robimy? Po co zajmujemy tym swoje życie? Można zrobić inaczej, bardziej świadomie: zapytajmy się własnej duszy (ale własnej, nie duszy przewodnika) – dusza to również mądrość, intuicja w nas – „Jaka książka fantastyczno-naukowa lub jaki serial czy anime pozwoliłyby mi przepracować jakiś wzorzec zachowania / wcielenie we mnie?”. Oprócz tego czytania i oglądania rozwijamy jeszcze jedno: widzimy ustroje społeczne, różne skonfliktowane ze sobą grupy, wątki poboczne – jak zachowują się i reagują inni. Do wyboru, do koloru, ale trzeba się pytać samego siebie. A to wymaga nawyku.

Ja, jeśli chcę się dowiedzieć czegoś dodatkowego, rozmawiam ze swoją duszą, czytam książki fantastyczno-naukowe (historia poprzednich światów i wcieleń), czytam w ogóle, spotykam ludzi, bo tego potrzebuję do poszerzenia swojej świadomości i dzięki temu kreują się wydarzenia. Innymi słowy: budzenie świadomości, czułości, sama praca nad sobą jest zintegrowana z rzeczywistością – odpowiadasz i reagujesz na rzeczy, jakie czujesz w ciele i jakie wydarzają się w życiu. Czy to nie jest prostsze i wygodniejsze, no i czy nie ma realnego wpływu na tu i teraz? Tak można uwolnić się od bycia dronem z nakazująco-rozkazującym tonem, od nieprzytomnych misji, od lightworkerów, czyli od Hierarchii Światła, wpięć i podpięć do różnych źródeł, źródełek mocy, słupów mocy, kosmicznych bóstw – bo większość z tego to żadni pracownicy światła, jedynie białe muszki z białego systemu. Piszę o tym więcej w książce Energia Miłości.

Ta książka inspiruje do spojrzenia na siebie samego i na rozwój od innej strony. Pozwala zajrzeć za kurtynę, iluzją rozwoju w jakim ugrzęzła większa część nurtu rozwojowego, głównie ezoteryka, gnoza, rozwój osobisty (ten mocno materialny), czy buddyzm. Zmiany w światopoglądzie pojawiły się tuż po dwóch wojnach światowych, jeszcze za czasów teozofów i antropozofów (tu: Rudolfa Steinera); etyka pracy, to wychowanie herbartowskie miały wpływ na sposób myślenia ludzi – po wojnach zmęczony człowiek szukał szybkiego ukojenia (piszę o tym więcej w rozdziale Kulturowe dzieje – uwalnianie narodowych wzorców, w Dbaj o siebie). Lukę szybko wypełniło New Age, przyszła era hipisów, znowu do łask wróciło Białe Bractwo, transy, odloty, channelingi przewodników duchowych. Ze wschodu awatarzy hinduscy, oświeceni buddyjscy, jogini jak misjonarze wyruszyli ze swoich aszramów na podbój człowieka Europy. Wszystkie szkoły i sekty, dusze takie i owakie zaczęły oferować swoje usługi – jak na targowisku, lepiąc co lepsze cukierki.

Są ludzie, tacy jak ja, którzy nie pytają się mistrzów na niebie, guru, różnych źródeł, źródełek, pism, co mają robić, co jest dobre, właściwe, jak żyć. Pytamy się siebie samego, uczymy się słuchać siebie, pracować nad sobą, bo tak stajemy się samodzielnymi istotami, bardziej wierzymy w siebie. A jeśli ci mistrzowie na niebie, tacy mądrzy, to po co swoje gromy z nieba zsyłają, po co walczą, czemu nawracają? Jeśli mało im energii, a tak przeważnie jest, to niech zejdą na ziemie, przyjmą karmę osobistą, rodową i społeczną jaką innym aplikują; niech zaczną pracę taką samą jaką wykonałem ja i wykonuje tysiące innych ludzi na świecie. Praca nad odzyskiwaniem własnej energii, na uzdrawianiu, a dokładniej na samouzdrawianiu, bo moc jest w nas i możemy czerpać z siebie; praca nad scaleniem między nami, a naszą duszą. Ci mistrzowie może i byli potrzebni kiedyś, teraz jedynie (razem z tymi swoimi źródełkami i naukami) tworzą zastój.

Kolejnych listów już nie wklejam, bo otwierały portal. Napiszę własnymi słowami.

Oczyszczałam siebie siłą źródła. Nawet źródło oczyszczało twoje serce, oprócz tego znalazłam twoją cząstkę duszy. Przepraszam, że tak bez pytania, ale źródło miało taki plan.

Linkujecie, podłączacie się telepatycznie – przecież robicie sobie karmę.

Oczyszczałam siebie siłą źródła. (…).

Przez źródło? Kto za nie odpowiada? Która to gęstość subtelna? Jeśli przez źródło, to oznacza automatycznie, że przez miłość? Czy miłość przekracza granicę i wpływa na cudzą wolę? Czy miłość, nie jest czymś, co akceptuje, a jeśli akceptuje, czy wpływa?

(…) Nawet źródło oczyszczało twoje serce (…).

To się nazywa niesamodzielny rozwój: mama zrobi za ciebie, tata posprząta, przewodnik wskaże, guru odpowie. Moje serce należy tylko do mnie. Kto dał wam prawo do wchodzenia butami w cudze życie? Czy czasem twoi rodzicie nie robili tego samego wobec ciebie i gdzieś tam podświadomie uważasz, że tak trzeba, bo to dla czyjegoś (twojego) dobra? Dodatkowo nie ufam ci, nie znam cię, znam natomiast siebie i bardziej ufam sobie niż twoim wglądom, wizjom i informacjom, jakie z nich czerpiesz.

(…) znalazłam twoją cząstkę duszy (…).

W swoim rozwoju nie można polegać tylko na tym, co się widzi, jak się jasnowidzi, bo staję się to pułapką. Nie wolno zapominać o krytyce, podważaniu tego, co się widzi, nawet: co się czuję, łatwo też „łykać” wszystko, co świetliste i kolorowe bez oceny. Nawet jeśli mówi do was przewodnik duchowy, archanioł, głos z nieba, to gdzieś tam mówi do was jakaś dusza, taka, jakich wiele. Liczy się to, że ciągle nie robimy nic żeby ten kontakt z własną duszą, mieć. Dokładnie tak zachowywali się teozofowie – oni, mimo świetnego czucia i widzenia subtelnego, słuchali przewodników z Białego Bractwa, a w tym tłumie tych greckich bogów – jak to mawiali – nie widzieli swoich własnych dusz, czuli się tak mali.

Piszesz o cząstkach duszy, a ja mam kontakt ze swoją duszą, teraz nawet rozkłada swoje skrzydła i ciekawi ją, jak odpowiem na ten list, bo ma kupę śmiechu. W mojej całej pracy, pracy osobistej, terapeutycznej, łączę różne dziedziny życia: jest psychologia, rozwój osobisty, duchowość, rozumienie energii, ustawień i porządkowania, przepływu energii; piszę o relacjach, karmie, przodkach, cyklach, miłości, seksualności, wrażliwości – tego jest naprawdę dużo. Uczę bardziej świadomego życia, tego, jak czerpać z siebie siłę, jak słuchać siebie, ufać sobie i kochać siebie. Dalej mówię o duszy i o tym– mam takie odczucie na podstawie twoich energii – pilnują u ciebie w rozwoju twoi przewodnicy, strażnicy, opiekunowie, bo przecież to ich zdanie się liczy, nie twoje. A co robi twoja dusza? Czemu się tobą nie opiekuje, przecież to ona zna cię najlepiej. Może ją też trzeba uwolnić, a żeby tak się stało, przydałoby się zacząć z nią rozmawiać. W pewnym momencie życia, własnego istnienia, nie ma innej drogi, jak droga z duszą. Wywala, wychodzi, wypełzają żmije spod kamienia, bo tyle lat (istnień) upychaliśmy. Ale co z tego? Kamienia ma nie być, więc po co szkodliwymi metodami, uzależniającymi, mamiącymi, aplikować sobie głaz. Zupełnie nie ma co zazdrościć takim ludziom jak Echkart Tolle, Mooji, Vishwananda, bo mimo mówienia o wolności, coś mi się wydaję, że do wolności tam długa droga. Zamiast naśladować nauczycieli duchowych, lepiej wejrzeć w siebie, przecież mamy dużo piękniejsze energie, tylko przez wstyd i niski wizerunek własny się przykrywamy, odcinamy.

Takie listy wciągają (bo chyba wiele osób je dostaje) w swoją siatkę, w pułapki astralne. Tak zrobił również Michael Newton swoimi sesjami hipnotycznymi, wciągającymi w życie po śmierci. A te odloty prowadzą w jeden wymiar gęstości młodych dusz, jeszcze w kloszu zamknięty.

(…) Przepraszam, ale źródło miało taki plan.

Plan wpłynąć na wolę, na wolę jaźni (tu: tu moją i duszy)? Czyżby to źródło było takie potężne i ty – wybrana – masz z nim kontakt? Czemu więcej ludzi nie ma takich relacji? Potrzebna jest specjalna inicjacja, czy wystarczą zasługi? Dla mnie to źródło, a źródełek różnych jest wiele, to kolorowa energia z cząstkami kilku świadomości i programów, to gęstość piąta i szósta. A gdzie tam gęstości wyższe. Dusza twoja na pewno nie ma kontaktu ze swoimi jeszcze wyższymi częściami. Jeśli jest to źródełko energii, astral buddyczny – to mocno ją (was) mami.

Jeśli twój (wasz) rozwój jest taki fantastyczny, to nie ma potrzeby wciągać innych w niego, przekonywać do siebie. Gdyby zlecono mi analizę czakr, sesje, mogłoby się okazać, że jest coś, czego dopuścić do siebie nie chcesz (nie chcecie). W rozwoju osobistym, jak u wybitnych naukowców, ciągle trzeba podważać siebie, drążyć w sobie, zmieniać, uczyć się nowych rzeczy – zamiast trzymać swój wizerunek własny na suchym patyku.

Nie podoba mi się ten list, bo wciąga, mami, pod przykrywką pomocy, wglądu, dusi przejaw samodzielności i wolności. Na dodatek wpina i podpina – wyciąga energię. Zastanowiłbym się głęboko nad tym pytaniem: czy przez problemy z rodziną, rodzicami, nie jest tak, że to środowisko duchowe, w którym jesteś, te wglądy, jakie dostajesz, odczucia, jakie masz, nie są jakimś substytutem, taką cząstką rodziny, której nigdy nie miałaś? W kilku opracowaniach wskazałem, jak problemy z wzorcami w podświadomości (aktywne wewnętrzne dzieci, temat rodziców) blokują kontakt z własną duszą. Rozwój osobisty musi być połączony z rozwojem duchowym.

Miałam taki wgląd, moi znajomi go potwierdzili: nasze dusze są jednością. Przy stworzeniu były duszą, która postanowiła się podzielić na dwie dusze, by doświadczać podwójnie. Tak zwane bliźniacze dusze. Pomiędzy czakrą splotu a czakrą serca jest czakra bliźniacza, która łączy bliźniacze dusze. Ludzie mówią o jej fenomenie. Pogadaj o tym ze swoją duszą, bo mogę się mylić.

W książce Energia Miłości w rozdziale Rodziny duchowe jest kilka wykresów połączeń między połówkami (bliźniaczymi duszami). W Dbaj o siebie jest cała obszerna część poruszająca ten temat: Magia miłości i podryw na rodzinę duchową, Pieśń do moich bliskich, Zanim odnajdziesz bratnią duszę, Połączenie energii w rodzinie duchowej. Z tego, co się orientuję, nikt na świecie tak dogłębnie tematu rodzin duchowych nie opisał. Jeśli ci zależy, wejdź w te tematy i pracuj z nimi – puszczaj, uzdrawiaj. Czasem możesz mieć obok siebie kogoś bliskiego, ale przez własne postawy, wyzwania, nie swoje energie, inicjacje, to odczuwanie będzie niepełne, nie nastąpi rozpoznanie.

Nie wiem skąd u Ciebie taka pewność swoich wizji, wglądów? Ja potrzebowałem prawie dwóch dekad, badań, podważania, zmieniania, nauki. Znam swoją połówkę duchową, a nawet parę istot z rodziny duchowej; znam swoje energie (wibracje), znam swój gatunek duszy i nic nas nie łączy, jedynie jako rola tzw. „przyszywanej połówki”. Przeczytaj sobie rozdział Magia miłości i podryw na rodzinę duchową. Już to przeżyłem.

Twój stosunek do rozwoju, wiedza, techniki pokazują właśnie to, z czym zmaga się współczesna ezoteryka, duchowość, cały „przemysł” New Age. Dużo się mówi, marzy, wierzy, przepisuje się mądrości buddystów do książek rozwojowych, czyta kolorowe przepisy na sukces i oświecenie, ale więcej w tym ucieczki od życia, od problemów dnia codziennego niż praktycznego ujęcia, życiowego kontekstu. Mój styl pracy, opracowania, terapie pokazują, jak połączyć wiedzę akademicką z duchową (patrz: Nerwica w sesji, czyli jak psychologia i duchowość w jednym łóżku spały w książce Dbaj o siebie); mimo że piszę o karmie, duszach, energiach, czakrach, to przecież tuż obok i w tym są myśli, zadania zawsze odnoszące się do tu i teraz, do życia, pracy, sukcesu, związków. Duchowość musi odnosić się do rzeczywistości, czyli interesuje nas praktyczna strona, nie teoretyczna i filozoficzna. Co najlepsze, gdy wracasz do ciała, zaczynasz rozwiązywać życiowe wyzwania z dwóch poziomów: psychicznego i energetycznego, rodowego i duchowego, jesteś pełniejsza, szczęśliwsza, rozwijasz się w sposób zdrowy, a nie odlotowy (śmiech).

Zakończenie
Odpowiedzi, jakie otrzymujemy od innych – mistrzów, jasnowidzów, przewodników czy różnych źródełek – są łatwe i proste, bo ktoś mówi nam: „Rób to, myśl tak”. Dużo trudniej wziąć odpowiedzialność za swój rozwój, budzić ten głos intuicji, głos duszy czy odpowiedzieć na bezpośrednie pytania, bo one mogą uderzyć w to, co ukryliśmy, do czego przyznać się przed sobą nie chcemy. Mamy nie bawić się w rozwój ani nie czekać, aż coś zejdzie z nieba, mamy się rozwijać i zmieniać, kreować i tworzyć już teraz. Masz potencjał, pewne nieoszlifowane czucie energii, ale brak świadomości rozróżniającej oraz brak wiary w siebie, przez obciążenia bodhisattwy, obstawioną strażnikami duszę i wiele nieprzepracowanych tematów życiowych, które płynąc z twojego rodu.

Wróć na ziemię.

O wolność i świadomość trzeba trochę zawalczyć, wejść głęboko w siebie, a nie chwytać jak pelikan wszystko, co pięknie świeci na zewnątrz. Rozumiem twoją drogę i ścieżkę i na podobne teksty się chwytałem, ale nie zrezygnuję z siebie, bo i po co, jeśli wszystko, czego potrzebuję, mam na wyciągnięcie ręki. Jeśli mam wątpliwość, patrzę w siebie i wiem. Mimo wyzwań, codziennych ludzkich gaf, ufamy sobie, podnosimy się. Mamy siebie wielowymiarowego, unikatowego i kochanego, ale ty przecież też masz, ale jeszcze do tego nie dotarłaś, nie odkryłaś, bo zasłonięte jest to duchowym matrixem, w którym utknęłaś.

Nikodem Marszałek
kwiecień 2018

Jedna myśl na temat “Manipulacje słowem i wciąganie w swoje wizje

Możliwość komentowania jest wyłączona.