Pieczętowanie energii zmarłych

Pieczętowanie energii zmarłych

Swoboda naszej energii po śmierci w dużym stopniu zależy od rodzaju pochówku, zachowania bliskich i wyznawanej religii. Niektóre praktyki pogrzebowe całkiem skutecznie odcinają wolność ducha, czyli blokują nas w drodze do góry.

Pierwsza historia

Niespełna trzy tygodnie temu zmarła moja babcia. Nie było to dla mnie jakimś zaskoczeniem, gdyż spodziewałam się tego już od jakiegoś czasu… Nawet dziwiłam się trochę, że jeszcze żyje, bo już dawno błądziła w zaświatach.

Po śmierci jej dusza zaczepiała mnie, chciała, żebym jej pomogła — ewidentnie. Drażniła mnie ta cała sytuacja, nie wiedziałam, w jaki sposób ja mogę pomóc jej i czego ona tak naprawdę chce.

Jej dusza była szarpana między białymi i czarnymi. Pokazywałam miłość, robiłam sesje itd. Bardzo bałam się dnia pogrzebu… Więc najpierw sesja na te swoje lęki, ochrona itd. Babci już wtedy nie było przy mnie.

Pojechaliśmy z synem do rodzinnego domu babci, tam zbierała się już rodzina, większości z nich nie widziałam dawno, innych wcale. W domu było pusto, w sensie, że nie było tam babci, za to były dusze rodziny, które naradzały się między sobą, debatowały. Trudno mi było utrzymać skupienie.

Pojechaliśmy do kościoła, gdzie przed ceremonią miał się odbyć różaniec przy otwartej trumnie. Razem wycofaliśmy swój udział z tej ceremonii, babcia była w trumnie, jej dusza krążyła obok, ciągle przerażona. Powierzaliśmy duszę babci miłości. Miała na dłoniach zawiązany różaniec — nie chciała tego, bardzo ją to „paliło”, z poziomu duszy były to więzy — łańcuchy. Cały czas starałam się pokazywać miłość, tłumaczyć, uwalniać ją z tych więzów. Po zdjęciu tego różańca nieco się uspokoiła. Wokół niej zgromadzonych było wiele dusz, nie potrafiłam ich rozpoznać, ale wyraźnie wyglądało to jak targ. Czekali na nią, jakby ostatecznie do niej należała decyzja, co wybierze. Odśpiewano jakieś ukraińskie pieśni pogrzebowe — całkiem ładne, wydawało mi się, że dusza babci zrozumiała, o co chodzi, nie była już w więzach, nie szarpali jej. Jednak przy słowach „anielski orszak” nastąpiło coś w rodzaju koronacji. Babcia wystawiała do towarzystwa otwarte dłonie i oni ich dotykali, jakby kładli pieczęcie, później nałożyli jej na głowę jakąś koronę, dostała berło i była zadowolona… Miałam wrażenie, że wróciła na swoją ciemną stronę. Nie chciała być biała. Ach, jeszcze wcześniej właśnie ten zbór debatował o tym, że nie dość się wykazała, że nie dość wypełniła za- danie (biali), nie zasłużyła na przejście na białą stronę, tymczasem ona wcale nie chciała być biała, mocno ciągnęło ją do czarnych. Ciekawe to było bardzo — całe życie w cierpieniu, nie dość było tego cierpienia. Teraz mi przychodzi na myśl pytanie: czy ten zbór to coś na kształt Sądu Ostatecznego?

Ja wyszłam stamtąd wypompowana. Ciekawym elementem było też żegnanie się ze zmarłą — też pieczętowanie. Ludzie podchodzili do trumny, dotykali zmarłej i coś jej szeptali do ucha. Pode- szła też jedna wiedźma i wypluła na nią ciemne energie. Oczywiście starałam się jak najbardziej zabezpieczyć babcię przed tym wszystkim. Później, gdy szliśmy na cmentarz, już nie widziałam babci, nie wiem, co się z nią stało, na cmentarzu też nie. Byłam już bardzo zmęczona dwiema godzinami spędzonymi w kościele. Na trumnie nie było krzyża (moja mama wybierała jej trumnę).

Kilka dni temu poczułam, jak odchodzi ode mnie. Przypomniałam sobie wszystkie zapachy dzieciństwa (babcia mnie wychowywała), żywy obraz tamtych dni, każdy szczegół… jakby od- blokowała się we mnie tama, szerokim strumieniem popłynęło coś, co było skumulowane i nieujawnione. Zrobiłam sesję i po- czułam ulgę, kiedy oddałam wszystko i wzięłam, co moje.

Druga historia

W marcu 2010 r. filmowałem 80. urodziny mojej babci ze strony mamy. Na uroczystość przyszło pięciu synów babci i jej dwie córki, moi kuzyni i kuzynki. Urodziny były jak zawsze udane, a moją rolą jako operatora było uwiecznić ostatnie, jak czułem, urodziny babci. Zanim babcia zmarła, jej dusza powiedziała do mnie: „Nikodem, odchodzę, moja droga skończona”. Mieliśmy wszyscy świadomość tego, co robiła babcia, tzn. że nie tylko fizycznie opiekowała się wszystkimi, ale też duchowo spajała, leczyła, uzdrawiała, pomagała. Parę dni później babcia znalazła się w szpitalu. Porozmawiałem ze swoją mamą, poprosiłem, aby swoim braciom i siostrom wytłumaczyła decyzję babci i nakłoniła ich, żeby pozwolili jej w szczęściu odejść bez zatrzymywania.

Moje prośby chyba zostały zagłuszone przez poczucie straty, żal, wielki chaos, jaki powstał. Przecież niedawno jeszcze wszyscy siedzieliśmy przy licznym stole.

Do szpitala udałem się najszybciej jak mogłem, żeby postawić tarczę energetyczną odcinającą od pijawek i bytów astralnych. Zanim dotarłem do właściwego szpitala, „omyłkowo” trafiłem do innego. Wyczerpany i zmęczony stanąłem w końcu przy babci. Była podpięta do aparatury, nie walczyła już o życie, raczej o godne odejście. Gdy dotknąłem jej bladej ręki, przypomniało mi się, jak parę dni wcześniej graliśmy w różne gry planszowe, karty, rozwiązywaliśmy łamigłówki. Porozmawialiśmy mentalnie ze sobą, jednak duża część energii babci kierowała się do najmłodszej córki i jej dziecka z troską, pytaniem: „Czy beze mnie sobie poradzą w życiu?”. Samo fizyczne dotarcie do babci kosztowało mnie zgubiony telefon, skręconą kostkę i setki dziwnych myśli. Moja rodzina prowadziła dyżury przy babci, dlatego poprosiłem, aby ktoś zadzwonił zaraz, jak babcia odejdzie. Znowu zostałem opacznie zrozumiany, myślę, że przez to, jak odbieram śmierć i życie. Sam fakt rozmów z duszami, widzenia światów pozwala, mimo trudności osobowej, odnaleźć w śmierci światło, miłość, wdzięczność, zamiast zawieszać się na negatywnych, ciężkich, uziemiających emocjach. O śmierci babci dowiedziałem się dwanaście godzin po fakcie. Jednym z powodów był zgubiony telefon, choć najwyraźniej zobowiązania duszy babci wobec Rady Wcieleniowej i związki rodziny z religią chrześcijańską zrobiły swoje.

Wyznaczono datę pogrzebu. Na pogrzeb przyszedłem ubrany na biało, co miało naturalnie odepchnąć energie smutku i żalu. Dwie godziny przed mszą w kaplicy odbyły się modlitwy przy otwartej trumnie, na które nie zdążyłem z powodu korka ulicznego. W końcu dojechałem na miejsce, dziesięć minut przed samą mszą. Zaraz podbiegłem do taty z pytaniem: „Czy ty czasem nie jechałeś podobną drogą i nie widziałeś korka ulicznego?”. Tata odpowiedział: „No tak, ale jakoś nie pomyślałem, żeby cię poinformować”. Złe informacje dotyczące lokalizacji szpitala, zgubiony telefon, skręcona kostka, ataki energetyczne ze strony różnych ludzi, dusz i astrali udostępniły prawie w całości energie babci Radzie Wcieleniowej.

W kościele podczas mszy zobaczyłem skutki wcześniejszych modlitw. Ciemnoszare wstęgi wokół energii eteryczno-astralnej babci, jej ducha, udało nam się zdjąć i rozpuścić. Za to cały czas wokół stóp babci i rąk wibrowały złote łańcuchy — bardzo silne magiczne pieczęcie. Udało nam się je rozpuścić i wycofać dopiero po uwolnieniu z serca ślubów bodhisattwy i praktyk Jezusowych, czyli zobowiązań do brania cudzych ciężarów, smutków, żalów na siebie. Babcia, jak już wspomniałem, całe swoje życie zbierała karmę rodziny, troszczyła się, chroniła innych, rozkładając nad każdym parasol bezpieczeństwa. Dopiero na cmentarzu, gdy ciało subtelne babci było wolne od „związań” z trumną (ciałem fizycznym), sznurów do astrali religijnych, grup czy członków rodziny, wzięła głębszy oddech.

Na pożegnalnej kolacji, jaka odbyła się kilka godzin po pogrzebie, moja mama powiedziała: „Czułam, jakby w kaplicy było ciężko, w czasie mszy coś zaczęło się zmieniać, a kiedy trumna została włożona do ziemi, coś się uwolniło. Było to dziwne uczucie”. Od paru już lat opowiadałem mamie o energiach, duszach, czuciu energii, więc i to od- czucie, kogoś z boku, było bardzo pocieszające. Chociaż mama wpadła na inny pomysł, podczas kolacji powiedziała: „Teraz ja będę spajała rodzinę, trzymała ją razem”. Są to ważne informacje z tego względu, że kiedy jakiś członek rodziny odgrywa rolę „katalizatora”, „ciągnika” w rodzie, czyli bierze na siebie karmę rodową (o której porozmawiamy za chwilę), jest mu trudno uwolnić się od złączeń, podczepień, ponieważ jego ciało astralne wygląda jak napełniony helem (tj. bólem) balon. Poprosiłem mamę, żeby się wycofała z tego pomysłu i po prostu otworzyła dom, powiedziała, że zaprasza do siebie każdego, nie tylko w urodziny czy w święta, każdy jest mile widziany. Udało się — nikt nie wziął karmy nikogo innego na siebie, ale niestety rodzina się rozeszła, rozjechała w swoje strony. Może to i lepiej. Babcia po trzydziestu dniach scaliła siebie z duszą.

Haczyki podczepione do serca babci, praktyki pieczętowania, aby długo przebywać w gęstości astralnej, miały zwolnić członków rodziny z różnych obowiązków karmicznych. Zbieranie cudzej karmy, niskich energii to sprytny wynalazek inicjowany krzyżem Jezusowym i ślubami bodhisattwy u buddystów. Praktyki te ułatwiają innym życie, ale zabierają oddech komu innemu.

Odejście z tego świata powinno być pełne ciepła, radości, zrozumienia, akceptacji i wybaczenia, gdyż wszystkie niskie energie, żale, pretensje zatrzymują ducha między światami, utrudniają mu integrację.

Podsumowanie

Pochówek w ziemi i w trumnie — daje możliwość zapieczętowania ciała astralnego razem z czarnymi energiami z lamentów i modlitw w tzw. czyśćcu. Sama kościelna ceremonia pogrzebowa pieczętuje energie. Spalanie zwłok uwalnia po części z całego systemu pieczętującej magii wprowadzającej własny obieg reinkarnacyjny.

Po śmierci obserwowaliśmy dokładnie zachowanie Rady Wcieleniowej w stosunku do energii ducha i duszy. Dusze przed inkarnacją zobowiązały się do cierpienia, odczuwania bólu, choroby, bo miało to wykasować długi wobec Rady Karmicznej. Kiedy dusze scaliły swoje energie, władcy karmiczni chcieli wykasować całą pamięć życia, aby za jakiś czas zmusić do ponownego „odpracowania”.

Rysunek. Pieczętowanie energii zmarłego

Skutki i rodzaje pieczętowania:

1. Pieczęcie nałożone na czakrach podczas ostatniego namaszczenia, rodzinne lamenty, modlitwy powtarzane jak mantry, szeptanie

do ucha zmarłego, a przede wszystkim sama kościelna ceremonia pogrzebowa skutecznie odcinają ducha od duszy, właściwie zamykają świadomość w astralu (gęstości astralnej).

2. Krzyż, różaniec w/na trumnie to silna pieczęć często wzmocniona dodatkowym krzyżem włożonym do złożonych rąk.

3. Dusza nie może zejść do niższych gęstości, podobnie jak Wyższa Jaźń do gęstości duszy. Stąd jaźnie czekają, aż energia ducha zwiększy własne wibracje. To pozwala różnym „łapaczom dusz” znieprzytomnić świadomość ducha i wyciągnąć energie, przekierować do innej/nowej grupy, obciążyć czymś.

4. Kościoły wraz z zakładami pogrzebowymi miały zezwolenia (specjalne glejty od Rady Karmicznej) na używanie magii pieczętującej czy blokującej. Zatrzymywało to dusze w jednym obiegu reinkarnacyjnym, w pewien sposób ubezwłasnowolniało.

Element, w którym występuje manipulacja, czyli przytrzymanie innej energii (tu: ducha), nie jest niczym nowym w środowisku z ogromną liczbą wiernych. Przydaje się zrozumienie następującej reguły: jesteśmy bezpieczni, kiedy mamy w sercu wewnętrzną zgodę dotyczącą tego, że czegokolwiek doświadczamy w życiu, w ciele fizycznym i poza nim, to należy do nas. Nie musimy własnej energii dzielić, mnożyć, zamrażać, oddawać w poczuciu winy, grzechu, zobowiązań czy pozwalać na kopio- wanie świadomości i podświadomości. Również nikomu nie musimy być wdzięczni za to, że żyjemy, że mamy ciało, że pozwolono nam być tu i te- raz. Nikt też nie ma prawa, i to może być nowe, oceniać Ciebie, tego, co robisz, jak żyjesz lub żyłeś, namawiać do jakiegoś konkretnego wcielenia, roli czy odpracowania. Na cokolwiek się zgodziliśmy, świadomie lub nie, a ma to znamiona przytrzymania, zamknięcia, ograniczenia woli — należy uwolnić, wycofać ze zgody własne energie. Miłość, co zostanie opisane, jest tym, co nie nakazuje, nie przytrzymuje, nie ocenia. Jest za to tym, co płynie, wznosi, daje, uczy, pozwala. Gdy pomyślimy w kategoriach „walki o duszę”, o karmieniu się niskimi energiami, o dojeniu, o nurcie walki o stołek w hierarchii, lepiej zrozumiemy, dlaczego nie uczy się o gęstościach subtelnych już w młodym wieku. Wiedza i świadomość prowadzą do wolności. Pozwalają wybrać.

Nikodem Marszałek

2010-2015

Jedna myśl na temat “Pieczętowanie energii zmarłych

Możliwość komentowania jest wyłączona.