Obciążenia bodhisattwy, czyli o winie i cierpieniu

Bodhisattwa dosłownie oznacza oświeconą istotę. W buddyzmie tradycji mahayana jest to istota, która przez systematyczne ćwiczenie wyzwalających działań dąży do stanu Buddy, kierując się altruistyczną motywacją przynoszenia pożytku innym. Sprecyzujmy od razu, co oznacza „pożytek dla innych”. Pracowałem – podczas konsultacji – z dwoma osobami, które mówiły: „Kiedy przechodzę koło innych ludzi, czuję, jakbym ściągał ich złe energie”, „Gdziekolwiek nie jestem, czuję się źle, muszę się często myć”. Praktyka bodhisattwy wydaje się szczytna, ale polega ona mniej więcej na ściąganiu karmy, energii, lekcji innym ludziom. Czemu tak działamy, to znaczy oddajemy swoje czyste energie, zabieramy cudze ciężkie, pomagamy, dajemy, inwestujemy kosztem własnego samopoczucia i niejednokrotnie życia?

Tu otwieramy temat winy i poczucia winy. Poczucie winy pochodzi już z poziomu dusz, to właśnie tam wytworzyło się tzw. ciało bolesne (o którym mówi Eckhart Tolle), które zaczęło zmieniać nasze uczucia w emocje smutku, bólu, cierpienia, przez co temat miłości stał się odległy, niejednokrotnie abstrakcyjny. Dusza, kiedy czuje się winna, próbuje temu zaradzić przez naprawienie sytuacji, pomoc, oddanie czegoś swojego. Oczywiście wiele sytuacji, w których wydarzyło się coś przykrego, np. powiedzieliśmy coś, zrobiliśmy, stanowi odległą przeszłość, stąd poczucie wyrządzonego zła nadal w nas jest. Orson Scott Card napisał w jednej ze swoich książek: „Poczucie winy to sposób, w jaki człowiek zawczasu karze siebie samego. Zanim popełni jakiś czyn i potem, choć nikt nie odkrył jego zbrodni. Dzięki temu ludzie sami się kontrolują. Im więcej ludzi ma poczucie winy, tym łatwiej jest im żyć razem w dużej liczbie”.  Myśl autora mówi o mechanizmie, który prowadzi do samokarania i samookaleczenia ciała. Dusza po pewnym czasie wie, że jeśli zrobi TO i TO, to stanie się TO i TO, czyli zaczynamy rozumieć konsekwencje. Jeśli więc w przeszłości robiliśmy TAK i TAK, to dochodziło do TEGO i TEGO i od razu się karaliśmy. Podobnie, gdy używaliśmy mocy i niszczyliśmy, uruchamiał się mechanizm blokady mocy i nie mogliśmy z niej korzystać, bo mieliśmy poczucie winy.

Takimi silnymi praktykami radzenia sobie z wyrzutami sumienia są wszelkie formy: ascezy, postu, samotności, wyrzeczeń, praktyki buddyjskie ze swoim działaniem bodhisattwy oraz religia chrześcijańska z Jezusowym krzyżem. Wspomniałem o tym, że dusza próbuje uwolnić poczucie winy z serca, dlatego zgadza się np. przyjmować ból, cierpienie, pomagać innym wbrew sobie, żyć w samotności, bez możliwości rozwoju, ciągle oddawać swoje energie, stale się opiekować kimś. Działa tak, myśli tak, ponieważ poczucie winy, które zrodziło się w przeszłości, mogło być spowodowane np. jej dumą, pychą, arogancją, uwolnioną emocją, agresją, za które obecnie się wstydzi. W swojej trudnej sytuacji, odmawianiu sobie, cierpieniu, godzeniu się na wszystko, czeka na uwolnienie poczucia winy – powiedzielibyśmy, na „rozgrzeszenie”, „wyrównanie karmy”. Niestety taki człowiek i jego dusza wytwarza wokół siebie szarą energię, poczucie niemocy, bezsilność, która faktycznie odcina własną moc, siłę, podejmowanie decyzji, odpowiedzialność, ale nie leczy, nie daje żadnego uwolnienia, powoduje jedynie skruchę. Takie praktyki nazywamy „białymi wzorcami”. Wielu chrześcijańskich świętych, męczenników, ascetów działało szlachetnie, mieli szczytne idee, jednak zawsze w głębi serca czuli się źle sami ze sobą, czuli się winni i zobowiązani do zapłacenia ceny – do odkupienia za swoje grzechy, czyny, karmę. Robili tak dla siebie oraz dla świata, za innych. Ciągle jednak miało miejsce skupianie się na złu, bólu, współwinie, zamiast na czymś pozytywnym, dobrym, radosnym, lekkim.

Chciałbym, abyś popatrzył razem ze swoją duszą troszkę inaczej na to wszystko. Wina to obciążenie duszy, która coś złego zrobiła, np. zniszczyła, zabiła, wykorzystała, ale jeszcze tego wydarzenia nie wchłonęła w siebie. Wraz z własnym życiem rosła nasza świadomość rozróżniająca, poczucie odpowiedzialności, przewidywania. Cała ideologia karmy i grzechu oraz systemu karmicznego i rad karmicznych, religii, to nic innego, jak system bazujący na poczuciu winy pt. kto, komu, po co, za co, ile. Jest to taka siatka katów i ofiar, w której próbujemy zadośćuczynić za coś, czego nie pamiętamy lub fizycznie oraz energetycznie już tego nie ma, bo wyrównanie nastąpiło z innej strony (wszechświat nie lubi próżni).

Często mówię o związkach karmicznych. Właśnie ten rodzaj relacji jest próbą wyrównania czegoś, naprawy, otrzymania w formie rekompensaty fizycznej, psychicznej, finansowej. Wyrównania oczywiście brak, ponieważ, jeśli ktoś nie ma tego, czego chcemy, to prawdopodobnie nigdy nie miał, a więc szukamy nie tam, gdzie trzeba. To, co mówi nam, że to JEST i właśnie zaraz OTRZYMAMY, bo ten ktoś jest nam DŁUŻNY, WINNY, ZOBOWIĄZANY, to nieuzdrowiona karma. Nasze „chcenie” ciągnie nas do takich ludzi, zamiast do miłości. A wszystko przez brak zrozumienia i wybaczenia, bo ciągle w sobie chcemy komuś coś udowodnić, czujemy ból, jakiś rodzaj cierpienia czy wykorzystania. W związkach karmicznych jedno z partnerów nawraca, przekonuje, uzdrawia, leczy, pielęgnuje lub poniża, niszczy, odrzuca, odpycha. Obydwoje grają dla siebie, ponieważ złożyli wieczną przysięgę „aż po grób” lub „niech człowiek nie rozdziela tego, co Bóg złączył”. Niestety, czcze to życzenie, tylko wola, świadomość pozwala uwolnić całe zapętlenie, własny i cudzy krzyż. W całym działaniu brania i noszenia oraz poświęcenia i umniejszania nie następuje transformowanie poczucia winy, karmy czy wyrównania energetycznego. Dzieje się tak, ponieważ ból, oddawanie swojego, cierpienie, krzywda potęguje tylko krzywdę, a więc kat zawsze zostaje katem, a ofiara – ofiarą. Czekanie aż pokocha, odda, zrozumie, jest myśleniem abstrakcyjnym, zawieszonym w przeszłości, marzeniach. Trzyma bardziej ślub, zobowiązanie, przyszycie, niż wolna wola. Jak wyjść z tego koła? Nie skupiać się na krzywdach, jakie ktoś nam wyrządził lub zadał lub jakie my swoim działaniem i myśleniem wytworzyliśmy, lecz na wybaczeniu i rozwiązaniach, świadomych, aktywnych, w których idziemy dalej przez życie, niekoniecznie obok siebie.

Wydaje nam się, że cierpienie jest szlachetne. W naszej polskiej kulturze jest to wszechogarniająca postawa. Jako ludzie nie wiemy, że nie musimy cierpieć, że im bardziej cierpimy, tym głębiej się zapadamy w niemocy, poczuciu bezsilności. Wczoraj pracowałem ze swoją mamą, trzymała w nerkach, wątrobie, sercu ogromny żal, złość na swojego męża, który nigdy nie postawił jej na pierwszym miejscu (ważniejsza dla niego była jego matka). Czekała na jego miłość przez całe wspólne życie, na szacunek, zauważenie, bycie. Po sesji stwierdziła: „Czuję się lżej, nie wiem, co zrobiłeś, jest to dla mnie dziwne, ale już nie oczekuję od niego miłości i zrozumienia, on wybrał kogoś innego, a więc ja wybieram siebie”. Właśnie w tym momencie moja mama przerwała relację kat – ofiara oraz zakończyła własne poświęcenie. My nie rozumiemy, co Jezus pokazał i zostawił. On nie mówił o braniu na siebie, zabieraniu, poświęceniu, to wprowadzili święci z ręki apostoła Pawła (Szawła). Jezus transformował to, co mu zrobili, czyli powierzył czystej miłości. Dusze, które żyły w ciałach Polaków i Żydów, muszą wycofać energię żalu. Wybaczenie zmienia energię, bo rezygnujemy w sercu z podtrzymywania poczucia bezsilności i bycia ofiarą. Co z tego, że ktoś wysłuchuje naszych przykrych przygód i doświadczeń, kiedy one nie wzmacniają nas samych, lecz kierują do przeszłości. Co z tego, że dajemy, leczymy, inwestujemy, ciągniemy, jak to zamyka nasz własny rozwój z podobnymi sobie. Męczeńska śmierć za naród, w imię Boga lub inną ideologię – głównie religijną i fanatyczną – nie uwalnia poczucia winy, niestety odnawia zobowiązania karmiczne z oprawcą. Dlatego odradzamy się często wśród karmicznych wrogów, tworząc błędne koło wzajemnych oskarżeń i pretensji o to, kto wie lepiej, jak żyć, kto kogo powinien wyeliminować. Zwalczając ciemne lub białe istoty, mówimy im: „Nie wiecie, jak żyć”. Rozwiązujemy karmę i poczucie winy przez wyciągnięcie energii z konfliktu (wojny, sprzeczki, emocji), mówiąc: „Ja wiem, jak ja mam żyć, Ty ucz się tego swoimi sposobami”.

Jak wyjść z poczucia winy?

1. Wybacz sobie. Nie czekaj na wybaczenie i przebaczenie od Boga, namiestnika, bożka, archanioła czy kogokolwiek na nieboskłonie. Możesz się nigdy nie doczekać, bo zawsze będzie mało, nie dość dobrze, jeszcze to i tamto.
2. Zrezygnuj z obwiniania innych, narzekania, obarczania winą, wytykania błędów i krytykowania. Pozwól ludziom żyć, a sobie być, popełniać błędy, czyli mówić i działać, nawet jeśli wydaje się to głupie.
3. Powiedz: „OK, zrobiłem coś głupiego, ale nie oznacza to, że jestem głupi i nie mogę dalej żyć, działać, podejmować decyzji”.
4. Przestań myśleć w kategoriach dobry – zły, godzien – niegodzien, zasługuje – nie zasługuje. Jest to myślenie dualistyczne, miłość nie jest dwubiegunowa, nie ocenia ani nie określa, nie nadaje ram i schematów. My sami siebie oceniamy lub pozwalamy to robić innym ludziom (duszom).
5. Wspieranie kogoś, dawanie, noszenie, uwalnianie, pomaganie – jest pewną formą dzielenia się. Kiedy jednak odczujesz zmęczenie, za dużo, zbyt często – zatrzymaj się. Zaznacz jasno granicę między tym, co możesz zrobić i chcesz, a tym, co czujesz się zmuszony dawać i robić.
6. Nic nie musisz, w swojej istocie jesteś niewinny, czysty, natomiast wiele naszych działań niesie konsekwencje, te naucz się przyjmować.
7. Jesteś odpowiedzialny za swoje życie i tylko swoje. Nieważne, co stało się wczoraj, przedwczoraj czy tysiąc lat temu. Jak wielkich krzywd doznałeś czy zrodziłeś, ile razy zawiniłeś. Nie możesz wiecznie przepraszać, umniejszać sobie, ponieważ nic nie zostanie dla Ciebie. Raczej zastanów się, czemu tak zrobiłeś, pomyślałeś, co chciałeś osiągnąć? Skup się na sobie.
8. Zacznij myśleć o sobie, stawiać na siebie, kochać siebie, dbać o siebie. Lepiej się patrzy na człowieka zadbanego, kochającego siebie, niż takiego, który ciągle narzeka i jest mu źle. Komu bliżej do miłości? Umniejszającemu sobie, odejmującemu od ust czy takiemu, który lubi siebie?
9. Nie jesteś – mimo nie wiadomo jakiej karmy – nic nikomu dłużny ani zobowiązany do niczego. To śluby Twojej duszy mówią co innego. Wszystko możesz rozwiązać, rozpuścić, wyrównać, czyli wycofać swoje energie. Zwolnij siebie z noszenia cudzego i innych z noszenia Twojego. Poradzą sobie, tak jak Ty sam sobie poradzisz ze sobą.
10. Żyj zdrowo.

Nikodem Marszałek
Katowice, Polska
2010r.

Jedna myśl na temat “Obciążenia bodhisattwy, czyli o winie i cierpieniu

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s